piątek, 24 stycznia 2014

Z życia wzięte 7

No i jest ten upragniony TaeKai. Jest to ostatni rozdział tego opowiadania. Mam nadzieję, że się spodoba. Pisałam go samodzielnie, a nie tak jak poprzednie, które były pisane wspólnie z Jjong Bling (Nami). Usiadłam dzisiaj i postanowiłam to wrzucić, a jak ja się uprę to doszło do skutku. Co to jest siedzenie przed kompem od 11 i pisanie tego dla was ;_; Kompletna improwizacja i mam nadzieję, że nie wyszło tragicznie. Zapraszam do czytania!

TAEMIN | Yumi
KAI        | Yumi  


Otworzyłem oczy i spojrzałem w okno. Mimo tej pory roku pogoda była świetna. Dziś występ więc musi być idealna. Przetarłem oczy rękoma i spojrzałem w bok. Kai słodko spał, a na jego twarz padały promienie słońca. Nigdy nie przestanę go kochać. Jestem tak szczęśliwy mając go u boku. Po chwili zerknąłem na zegarek i zobaczyłem, że jest dosyć wcześnie, więc postanowiłem go nie budzić. Bezszelestnie wysunąłem się spod kołdry. Moje ciało przeszedł dreszcz gdy stopy spotkały się z zimną podłogą. Ubrałem na szybko jakieś ciuchy i poszedłem do łazienki umyć twarz. Cały czas starałem się zachowywać jak najciszej. Zszedłem do kuchni i zrobiłem sobie pyszną kawę. Usiadłem przy stole i pogrążyłem się w rozmyślaniach grzejąc dlonie o ciepły kubek.


 Obudził mnie dźwięk komórki. Niechętnie otworzyłem oczy i sięgnąłem po przedmiot, który przerwał mi ukochaną czynność. Zdziwiło mnie to od kogo dostałem wiadomość. Przetarłem zaspane oczy. "Jonginnie o której masz występ? Mama." Nie moglem uwierzyć w to ze napisała "Jonginnie". Byłem miło zaskoczony. Ten facet musiał ją nieźle zmienić. Szybko wystukałem miejsce i godzinę. Właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że Taemina nie ma obok mnie. Wstałem i zakładając tylko bokserki zszedłem na dół. Siedział w kuchni najwyraźniej zamyślony. Podszedłem cichutko i chuchnąłem mu w szyję. Podskoczył na krześle i upuścił kubek.
- Aish! Kai zawalu bym dostał! - krzyknął naburmuszony.
- Miaanhee - spojrzałem na niego smutnym wzrokiem na co on podszedł i przytulił mnie.
- Może byś się ubrał? Z tego co wiem nie jesteś striptizerem tylko normalnym tancerzem. - zaśmiał się.
- Jestem striptizerem. - powiedziałem po czym zostałem obdarzony podejrzanym spojrzeniem ze strony starszego. - Ale tylko twoim. - dodałem.




Wybuchnąłem śmiechem słysząc co powiedział.
- Wiec. Skoro jesteś moim striptizerem... To możne zatańczysz? - uśmiechnąłem się i usiadłem na najbliższym krześle wpatrując się w Jongina. - No czekam. - zaśmiałem sie.
- Ze niby tu i teraz? - spytał zmieszany targając włosy.
- No tak. Chyba, ze wolisz sypialnie. - nadal się śmiałem. Podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek unosząc moja twarz, a samemu się nachylając.
- Jak zasłużysz to wieczorem MOŻE dostaniesz nagrodę. - odparł i lekko musnął moje wargi. - Idę do łazienki.
- Pomoc Ci? - puściłem mu oczko na co odpowiedział uśmiechem.
- Chyba sobie poradzę i nie utopie się pod prysznicem. Ale dzięki za chęci. - zaśmiał się i wyszedł.
Dobry humor dopisywał nam od rana i zapowiadało się na to, ze nic go nie popsuje. Dziś ten wielki dzień na który tyle czekaliśmy. Stwierdziłem, ze skoro Kai się kapie to ja zrobię nam śniadanie.


Gdy tylko wszedłem do kabiny puściłem ciepła wodę. Poczułem jak moje ciało ulega odprężeniu. Chwyciłem do reki żel pod prysznic. Miał intensywny zapach czekolady. Szybko się umyłem i wyszedłem. Wytarłem się i przewiązałem ręcznik w pasie, a następnie skierowałem się do pokoju Taemina gdzie leżał mój plecak z czystymi ubraniami. Założyłem ciemne rurki i dość luźną koszulkę. Gdy schodziłem na dół było czuć nieprzyjemny zapach. Wszedłem do kuchni. Tae spojrzał na mnie rozczarowany.
- Spaliłem jajecznicę... - powiedział.
Podszedłem do niego i przytuliłem.
- Przecież to nic. Zjemy kanapki. - cmoknąłem go w policzek i sam zacząłem je robić. Nagle nóż wysunął mi się z ręki i rozciął palca. Syknąłem z bólu i przyłożyłem palca do ust ssąc krew.
- Nic ci nie jest? - spytał zmartwiony Minnie.
- Nie. To tylko małe zacięcie. - odparłem. Chłopak jednak mimo moich zapewnień wyjął apteczkę wylewając mi na palec chyba pół buteleczki wody utlenionej i przykleił plaster.
 

  
- No i teraz będzie dobrze. - uśmiechnąłem zadowolony patrząc na opatrunek. - Uważaj na siebie co? - powiedziałem opiekuńczo i sam zacząłem robić dalej kanapki. - Usiądź bo znów zrobisz sobie krzywdę. - wystawiłem język. Kai posłusznie usiadł. Po chwili postawiłem na stole pokaźny stosik kanapek, które migiem pochłonęliśmy popijając ciepłą herbatą. Po skończonym posiłku oderwałem się od krzesła i włożyłem naczynia do zmywarki. 
- Chyba powinniśmy iść obejrzeć scenę i zapoznać się z charakteryzatorami i resztą. - powiedziałem.
- Dobry pomysł. - odparł. 
- Ja idę jeszcze prysznic wziąć. - rzuciłem szybko i poszedłem na górę.
- Okej. To ja czekam. - zawołał.
Wziąłem szybki prysznic żeby się odświeżyć, a potem ubrałem się w ciuchy w których można się pokazać na ulicy. Wysuszyłem włosy i ułożyłem je. Cóż.. Lubię ładnie wyglądać. Zadowolony z efektów zszedłem na dół. 
- No no no. To się odpicowałeś. Ciekawe dla kogo. - spytał Kai patrząc.
- No wiesz. Mam taką jedną osobę. Ma ciemną karnację, czarne włosy, śliczne oczy, boskie ciało i takie tam. - zaśmiałem się.
- Mam być zazdrosny?
- Mówię o tobie głuptasie. - cmoknąłem go w nos. - Chodź. - złapałem go za rękę i pociągnąłem w stronę drzwi. Ubraliśmy kurtki, buty i wyszliśmy z domu.  


Gdyby nie to, że nam się trochę śpieszyło z pewnością zasypał bym Tae milionem komplementów. Wyglądał idealnie. Wsadziłem ręce do kieszenie i skierowaliśmy się w stronę parku gdzie miał się odbyć występ. Już z daleka można było dostrzec sporej wielkości scenę. Na słupach porozwieszane były plakaty, a na nich dwie sylwetki - ja i Taemin. To jednak miała być tajemnica więc nie było ukazanych naszych twarzy. Gdy dotarliśmy na miejsce ciepło przywitał nas prezes SM. Rzadko kiedy go widzieliśmy gdyż zawsze miał dużo pracy.
- No chłopcy. Mam nadzieję, że dziś dowiedziecie tego, że SM Ent. jest najlepszą wytwórnią posiadającą diamenty, a nie zwykłe talenty. Dziś jesteście naszymi największymi gwiazdami. - powiedział podając nam rękę. 
- Dziękujemy. To dla nas naprawdę wielkie wyróżnienie. - odparł Taemin i uśmiechnął się promiennie. 
- Chodźcie za mną. Pokażę wam przyczepę i poznam z charakteryzatorką. - wskazał nam jedną z przyczep.
Posłusznie podążyliśmy za prezesem. Gdy weszliśmy do środka nie mogliśmy uwierzyć, że w środku jest tyle miejsca. Z zewnątrz wyglądało to na zwykłą, małą przyczepkę, a w środku była ogromna. Znajdowały się tam tony ubrań.
-  Witajcie. Mam na imię Miyako. - powiedziała dziewczyna.
- Jestem Kai, a to jest Taemin. Miło mi - przedstawiłem nas.

Ta dziewczyna dziwnie patrzyła się na Jongina. Tak jakby jej się podobał. Niech ona nawet nie próbuje do niego zarywać bo ją zabiję. Zmierzyłem ją chłodnym wzrokiem po czym oparłem głowę na ramieniu młodszego.
- Kai idziemy jeszcze poćwiczyć? - spytałem by jak najmniej czasu spędzać w towarzystwie tej dziewczyny, która była całkiem ładna.
- Przecież wiesz, że nie musimy. - odparł.
- Prób nigdy za wiele, a musimy zobaczyć scenę z bliska. Chodź. - pociągnąłem go.
Uległ i poszedł za mną. 
- Jestem o nią zazdrosny. - powiedziałem.
- O kogo? - spytał.
- Miyako..
- Minnie.. Nie masz o co być zazdrosny. To ciebie kocham. - rozejrzał się czy nie ma nikogo i pocałował mnie.
- No ja mam nadzieję. 
Weszliśmy na scenę. Poprosiliśmy o puszczenie piosenki i zaczęliśmy tańczyć. Nawet pan Lee Soo Man zaczął nam się przyglądać.Z całych sił staraliśmy się aby wyszło idealnie. Muzyka ucichła, a my byliśmy z siebie dumni. Złapałem młodszego za szyję i poczochrałem mu włosy. 

Nie zdążyłem zaprotestować kiedy Taemin zaczął czochrać mi włosy. Ludzie, którzy nam się przyglądali obdarzyli nas uśmiechami. Trochę dziwnie się czułem gdy tak się na nas gapili. Pan Lee wskazał nam gestem abyśmy podeszli.
- Jesteście lepsi niż mówili. - zaśmiał się. - Kawał dobrej roboty. - poklepał mnie po ramieniu i odszedł. 
- Widzisz. "Jesteśmy lepsi niż mówili". - uśmiechnął się Tae i szturchnął mnie w nos. 
- Idziemy się przejść? Mamy jeszcze półtorej godziny. - spytałem.
- Arasso. Tylko nie na długi żeby się nie spóźnić. - odparł.
 Przytuliłem go i ruszyliśmy parkową alejką. 
- Wiesz Minnie.. - zacząłem.  - Irytuje mnie to, że musimy ukrywać to, że jesteśmy razem.. 
- Ale Kai. Wiesz, że gdyby to wyszło na jaw to źle by się to skończyło. Jesteśmy idolami w wytwórni i żyjemy w homofobicznym kraju, gdzie zabronione są związki jednopłciowe...
- Wiem. Niestety.. - odparłem smutno.

 Spojrzałem na niego.
- Jongin, gdyby wytwórnia się dowiedziała.. nawet nie chcę myśleć o tym co by było...  - powiedziałem.
- Echh.. To wszystko jest beznadziejne. Niby dlaczego zabronione są takie związki? Nie liczy się uczucie tylko to jaką jakiej jesteś płci. To jest po prostu bezsensowne. To jest według mnie nie do zrozumienia.. - odparł spuszczając głowę i wbijając wzrok kostkę brukową. 
- Kai.. Według mnie też to nie ma sensu. Ale co poradzić? Nic nie możemy. Jesteśmy mniejszością, której nikt nie uzna. To smutne i bolesne ale nic nie zdziałamy.. 
- Wiem. I chyba to najbardziej mnie irytuje. Kocham cię Tae.
- Ja ciebie też Kai, ja ciebie też i nawet nie wiesz jak bardzo.
 Nawet nie zauważyliśmy, która godzina.
- Cholera! Powinniśmy już dawno siedzieć w przyczepie. - krzyknąłem po czym biegiem ruszyliśmy.

Nawet biegnąc nie mogłem przestać myśleć o tym, że nasz kraj jest niesprawiedliwy. W niektórych miejscach takie związki są akceptowane, więc dlaczego akurat my musieliśmy urodzić się tu? 
- Nosz..  - z ust starszego poleciała niezła wiązanka przekleństw. Spojrzałem w jego stronę.
- Co jest? Przewróciłeś się? - spytałem szybko do niego podchodząc.
Wskazał palcem na nierówność na chodniku gdzie kostka wystawała poza normę.
- Potknąłem się o to. - mówił bardzo wkurzony rozmasowując kostkę. 
Pomogłem mu wstać.
- Możesz iść? 
Stanął na bolącej nodze i syknął z bólu.
- Boli ale powinno zaraz przejść. - odparł.
Założyłem sobie jego rękę na moją szyję i pomogłem mu iść. Oby ból szybko ustąpił bo inaczej będzie klapa.. 

Gdy dotarliśmy do przyczepy poprosiłem o lód. Spojrzeli na mnie dziwnie ale dostałem to o co prosiłem. Zdjąłem but i przyłożyłem go do nieźle opuchniętej i bolącej kostki. 
- To nie wygląda zbyt dobrze. - odezwała się Miyako, która pojawiła się dosłownie znikąd. - Będziesz mógł tańczyć?
- Muszę. Nie mam innego wyjścia.
- Może wezwę lekarza? - spytała.
- Aniyo! Nie potrzeba. Przejdzie. - szybko zaprotestowałem.
- No dobrze. To ja tymczasem zajmę się Kai'em. - spojrzała w jego stronę i się uśmiechnęła.
Zmierzyłem ją spojrzeniem, które mówiło "Łapy precz od niego albo ci je urwę". Podczas gdy ja siedziałem trzymając lód przy kostce, Miyako zaczęła wybierać ubranie dla Jongina. Gdy się przebrał zaczęła nakładać mu lekki make-up. Byłem pod wrażeniem gdy zobaczyłem efekty. Niezła jest. To musiałem przyznać. Ból nieco ustąpił i byłem w stanie już stać. Uśmiechnąłem się do ukochanego. 

Jak to dobrze, że ból zaczął przechodzić. Soo Man by nas chyba zabił. Byłem zadowolony przeglądając się w lustrze. Ubrania bardzo mi się podobały przy czym nie krępowały moich ruchów więc będę mógł swobodnie tańczyć. Teraz zaczęła się brać za zrobienie bóstwa z Taemin'a chociaż nie musiała bo sam w sobie był cudny. Wybrała dla niego podobny lecz nie identyczny strój. Podkreśliła mu oczy eyelinerem i ułożyła włosy. Lekko przechyliłem głowę w bok przyglądając się jak szybko i płynnie to wszystko robi. Musiała mieć niezłą wprawę. Wstał gotowy do wyjścia na scenę. Nadal odczuwał ból w kostce co można było łatwo zauważyć bo kulał. 
- Mocno boli? - spytałem troskliwie.
- Trochę. Nie martw się. - odparł i przytulił się do mnie.
Oderwaliśmy się słysząc dźwięk otwieranych drzwi. Wszedł menadżer i powiedział, że powinniśmy już iść bo zaraz musimy wyjść na scenę.

Przygryzając wargę z bólu ruszyłem za mężczyzną. Nie chciałem pokazywać tego, że boli. Stanęliśmy przed wejściem na scenę. Idealnie słyszeliśmy głos zapowiadającego.
" A teraz przed państwem... Gwiazdy wieczoru! Lee Taemin i Kim Jongin w tanecznym duecie!" 
Usłyszałem tylko brawa i zostałem wypchnięty na scenę. Za mną szedł Kai. Stanęliśmy twarzami do ogromnej publiczności. Nie przerażały nas takie występy. Nagle zauważyłem, że Kai stanął jak wryty. Wpatrywał się w jeden punkt na widowni. Podążyłem wzrokiem tam gdzie patrzył. Stała tam jego matka razem ze swoim nowym partnerem. Szturchnąłem lekko Jongina wyrywając go z transu. 
- To teraz. Pokaż jej co potrafisz. - szepnąłem mu do ucha i skinąłem głową aby puszczono muzykę. Zacisnąłem zęby aby nie myśleć o bólu. Zaczęliśmy wykonywać dobrze znane nam ruchy. Wszyscy patrzyli na nas z podziwem.

Próbowałem skupić się na tańcu ale cały czas myślałem o tym dlaczego ona tu przyszła. Miałem w głowie dwa scenariusze. Albo chce mi narobić obciachu albo poznać mnie z tym jej "przyjacielem". Stawiałem na to drugie gdyż była schludnie ubrana i uśmiechała się do mnie, a na wyraz jej twarzy mówił, że życzy mi powodzenia. Po chwili oderwałem się od tych myśli i bardziej skupiłem na tańcu. Oddałem się mu wkładając z niego całe serce. Pochłonął mnie jak zawsze. Gdy muzyka ucichła wszyscy zaczęli klaskać. Ukłoniliśmy się z Tae i zeszliśmy ze sceny. Na dole czekała moja matka z tym człowiekiem.
- Cześć mamo. - odezwałem się niepewnie.
- Byłeś świetny. - przytuliła mnie. - Przepraszam. Byliście. - uśmiechnęła się.

Ta kobieta... Uśmiechnęła się do mnie? Odwzajemniłem uśmiech nie chcąc wyjść na gbura. 
- Dziękujemy. - powiedziałem. 
- Jongin. Czy.. Moglibyśmy pójść się przejść? Chcę ci kogoś przedstawić. - wskazała głową w kierunku mężczyzny, który stał kawałek dalej.
- Dobrze. Ale Taemin idzie z nami. - odparł.
- Kai. Jeśli twoja mama chce to ja poczekam. - uśmiechnąłem się.
- Ależ nie. Jeśli Jongin chce to chodź z nami. Nie mam nic przeciwko. 
Po chwili poczułem jak Kai łączy nasze palce i śmiało idzie w kierunku owego człowieka.
- Synku to jest Jung Hyesung. - przedstawiła go, a on ukłonił się i podał nam rękę.
- Miło mi pana poznać. - odpowiedział Kai. - Kim Jongin.
- Mama wiele mi o tobie opowiadała. - powiedział uśmiechając się.

Opowiadała mu o mnie? Aż mnie zmroziło bo zastanawiałem się co ten człowiek może o mnie wiedzieć.
- Opowiadała o tym, że kochasz tańczyć i jesteś w tym naprawdę świetny. A to kto? Jeśli mogę wiedzieć. - wskazał na Taemina.
- Pan wybaczy. Nie przedstawiłem się. Lee Taemin. - ukłonił się.
- To mój chłopak. - powiedziałem pewnie obejmując go.
- Gratuluję wam. - uśmiechnął się.
- Nie przeszkadza to panu? - spytałem zdziwiony. - Każdy się o to czepia.
- Nie wtrącam się w życie innych ludzi. Jeśli się kochacie i chcecie razem być to nie powinniście się powstrzymywać.
Stałem z szeroko otwartymi oczami. Już go lubię. 
- Może pójdziemy do restauracji? - zaproponował.
- My dziękujemy ale jesteśmy wykończeni. Chcielibyśmy pójść już do domu odpocząć. - szybko odparłem zanim Tae zdążył zareagować.
- Dobrze rozumiem. Może innym razem. Trzymajcie się. 
- Dziękujemy.
Moja mama podeszła i cmoknęła mnie w policzek po czym podeszła do mojego ukochanego i zrobiła to samo. 

Stałem jakby ktoś przykleił mi buty do chodnika. Nie byłem w stanie się ruszyć przez taki mały gest ze strony tej kobiety. Kai wbił mi palec pod żebro więc szybko się ocknąłem i uśmiechnąłem. Gdy odeszli od razu spytałem:
- I co kombinujesz?
- Ja? Nic. Po prostu chcę iść do domu bo jestem zmęczony. I to straaaaasznie. - przeciągnął się i udawał, że ziewa.
- No to chodź. - pociągnąłem go za rękę. 
Po krótkim spacerze dotarliśmy na miejsce. Wyjąłem klucze z kieszeni i otworzyłem drzwi. Weszliśmy do środka ściągając wierzchnie ubrania. 
- To ja zrobię coś do picia. - zaproponowałem.
- A ja pójdę do pokoju się przebrać. Mam dość tych ciuchów. - powiedział Kai. 
- Okeej. - powiedziałem i skierowałem się w stronę kuchni.

Mówiłem mu, że jak zasłuży to dostanie nagrodę. Zacząłem ściągać z siebie ubrania. Stałem w pokoju tylko w koszulce i bokserkach. Nagle ktoś złapał mnie za biodra i zaczął mruczeć do ucha. 
- A co z herbatą? - zaśmiałem się.
- Odechciało mi się pić. Chyba, że tobie bardzo się chce. - odparł i nagle znalazł się przede mną. 
- Mi tam nie zależy. - uśmiechnąłem się.
Powoli zbliżył twarz do mojej i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Próbowałem go zdominować ale nie udało się. Nasze języki tańczyły równo jakby były jednością. Tak, jak my dziś na scenie. Zrobiło mi się cholernie gorąco, a z mojej bielizny robił się namiocik. Po chwili zostałem popchnięty na łóżko. Upadłem na nie lądując w pozycji leżącej a już po chwili siedział na mnie Tae i zdejmował własną koszulkę. 

Zacząłem błądzić rękoma po jego torsie. 
- Wiesz co.. Ta koszulka to ci nie potrzebna. - zaśmiałem się i pomogłem mu się jej pozbyć.
Uwielbiałem patrzeć na jego idealnie wyrzeźbione ciało. Przysunąłem się do niego znów łącząc nasze usta w pocałunku. Całowałem go łapczywie, tak jakby nagle miał mi uciec. Po chwili zacząłem zjeżdżać ustami coraz niżej zostawiając na jego ciele mokre linie od własnego języka. Wycieczkę zatrzymałem na jego lewym sutku ssąc go i delikatnie podgryzając. Jego ciche jęki motywowały mnie do dalszej pracy. Po chwili zająłem się drugim sutkiem żeby nie czuł się samotny. Rękoma powolnymi ruchami gładziłem skórę jego ud po wewnętrznej stronie. Przymknął oczy i przygryzł wargę gdy zacząłem bawić się materiałem bokserek.
- Nie dręcz, proszę. - powiedział zachrypniętym głosem.
- No jak chcesz. - zaśmiałem się. 
Zdjąłem z niego bieliznę. Złapałem jego pobudzonego penisa w dłoń i zacząłem wykonywać coraz szybsze ruchy. Uwielbiałem słuchać jego jęków. Nagle przerwałem. Nie chciałem żeby teraz doszedł. Spojrzał na mnie pytająco po czym lekko uniósł biodra domagając się zainteresowania. 
- Chcesz? - spytałem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - odparł oblizując spierzchnięte usta.
Posłałem mu powłóczyste spojrzenie i szybko pozbyłem się własnych ubrań. Przygotowałem go nie chcąc sprawiać mu dużo bólu. Gdy był już wystarczająco przygotowany delikatnie w niego wszedłem. Przez chwilę nawet nie drgnąłem. Po chwili zacząłem delikatnie się poruszać. Cały czas obserwowałem jego twarz. Uśmiechnął się i wyszeptał:
- Szybciej.
Jak chciał tak się stało. Przyśpieszyłem. Byliśmy teraz jednością. Nasze ciała idealnie się zgrały. Dużo nam nie brakowało. Kilka mocnych i zdecydowanych pchnięć wyniosło nas na wyżyny przyjemności czego potwierdzeniem były dwa donośne jęki. Trwałem w nim jeszcze chwilę, by po chwili opaść na łóżko obok niego. Byłem wykończony ale szczęśliwy.

- Taemin..
- Hm? 
- Jestem wdzięczny Bogu, że cię poznałem. Dzięki tobie moje problemy zniknęły. Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie. Bez ciebie usycham niczym kwiat, którego zapomniano podlać. Gdybym cię stracił... Umarłbym. Nie wytrzymałbym tego. Ja.. uzależniłem się od ciebie. Kocham cię. - wyszeptałem ostatnie dwa słowa i spojrzałem na jego twarz pokrytą jeszcze kropelkami potu.
- Kai.. To było piękne. Na prawdę. I.. czuję to samo. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. - odparł. 
Zamknąłem oczy szczęśliwy. Byłem wykończony dzisiejszym dniem. Zasnąłem dziękując za to, że spotkałem go na swojej drodze. To on stał się promykiem w moim mrocznym życiu, który tchnął we mnie nadzieję, że może być lepiej. Że nigdy nie należy się poddawać...

"Trzeba patrzeć w przyszłość, aby nie zgubić się w teraźniejszości i nie utracić bliskiej naszemu sercu osoby..."*

* cytat mojej ukochanej dongsaeng, lecz po mojej lekkiej przeróbce. Komawo~ :3

piątek, 29 listopada 2013

Z życia wzięte 6

 Yaaay! Tak długo tego nie było, więc najwyższy czas dodać! Obiecujemy, że kolejny rozdział pojawi się szybciej. A teraz tak. Chciałabym serdecznie podziękować tym, którzy to czytają i komentują. Dzięki nim ma się ochotę pisać dalej. Dziękuję Emily Lee, Klaudii Mottyl, Majce96 oraz wszystkim, którzy komentują. Wasze zdanie naprawdę się dla nas liczy, ponieważ piszemy to dla WAS. Dziękujemy za to, że jesteście. Śledźcie nas na bieżąco! Już bez zbędnego przedłużania. ZAPRASZAM DO CZYTANIA! /Yumi (Lee Taemin)
 
 TAEMIN - Yumi
 KAI - Nami
 ***
 - Kai... Ty idioto. To moja KUZYNKA. Rozumiesz? K U Z Y N K A. 
- Cześć, nazywam się Lee KyoRi. - powiedziała. - Ja na prawdę jestem jego kuzynką.. Potrzebowałam pomocy od Taemina. 

- Nie obchodzi mnie to. Daj mi wszystko przemyśleć. Odezwę się. - powiedział młodszy.
Złapałem go za rękę.
- Obiecujesz? - spytałem ze łzami w oczach.
- Obiecuję. 
Przytuliłem go.
- Kocham ciebie i tylko ciebie. Nie potrafiłbym cię tak zranić. Uwierz mi, proszę. - wyszeptałem mu do ucha.
- Mhm. - odparł i odszedł. Patrzyłem za nim jakiś czas dopóki nie zniknął za zakrętem.


Stanąłem przed drzwiami prowadzącymi do budynku, do którego miałem już nie wracać. Nacisnąłem klamkę. Drzwi otworzyły się a ja wstąpiłem do środka. Znów ten znajomy zapach... Ale chwila... Tym razem nie czuję żadnego alkoholu... Ruszyłem w stronę schodów.
- Już mu się znudziłeś co? - usłyszałem głos mojej matki. Odwróciłem się. Stała z założonymi rękoma trzymając w dłoni papieros. Ale... Coś się w niej zmieniło... Wyglądała na bardziej zadbaną i co najdziwniejsze, nie była pijana. Przynajmniej na to nie wyglądała. Bez słowa odwróciłem się i zacząłem pokonywać pojedyncze stopnie.
- Znam to uczucie. Sam wiesz jak to między mną a twoim ojcem się potoczyło. A skoro już o tym... Poznałam kogoś. On bardzo chcę cię poznać. Znowu zamarłem na chwilę, lecz potem znów ruszyłem do mojego pokoju. Wszedłem do środka. Nic się nie zmieniło. Wszystko wyglądało tak samo, jak to zostawiłem. Musiałem odpocząć. Z plecaka z moimi rzeczami wyjąłem pudełko i przedostatnią dawkę narkotyku. Bez żadnych zastanowień podwinąłem rękaw i wbiłem igłę w żyłę. Ogarnął mnie błogi stan, a po chwili zostałem otulony przez ciemność.

Zrozpaczony wszedłem do środka. 
- Poczekaj. - odezwałem się i pobiegłem na górę. Wyjąłem z portfela pieniądze i zszedłem na dół. 
- Proszę. Nie musisz mi ich oddawać. Mam wrażenie, że straciłem coś cenniejszego.
- Dziękuje Tae! Dziękidziękidzięki! - rzuciła mi się na szyję. 
- No już, już. I pozdrów ode mnie rodziców.
- Dobrze. - pomachała mi na pożegnanie i wyszła. Usiadłem na podłodze i zacząłem ryczeć. Tak bardzo byłem zły na siebie. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas. Zwinąłem się w kłębek i płakałem kilka dobrych godzin bez przerwy. W końcu postanowiłem do niego pójść. Miał się odezwać ale ja nie wytrzymam. Muszę z nim porozmawiać. Szybko się ogarnąłem i wsadzając ręce do kieszeni ruszyłem w stronę domu jego matki wiedząc, że tam jest. Zapukałem lekko do drzwi. Przede mną stanęła kobieta, która zupełnie nie przypominała tej gdy byłem tu po raz pierwszy. Była zadbana i.. trzeźwa? Cud.. 
- Dz-dzień dobry. Jest Jong In? - spytałem nieśmiało.
- Jest u siebie, wejdź. - była wyraźnie 
zdziwiona. 

- Pierwsze drzwi po lewej. - powiedziała.
- Dziękuję. 
Dlaczego ona nagle jest dla mnie taka miła? Przeraża mnie. Dobra. Teraz najważniejszy jest Kai. Zapukałem do jego pokoju. Brak odpowiedzi. Uchyliłem drzwi i wsadziłem głowę. Zauważyłem postać klęczącą przy łóżku. Wszedłem do środka. Ukucnąłem obok niego.
- Kai.. - złapałem go za ramię. - Ja nie mogę bez ciebie wytrzymać. - spojrzał na mnie. Jego źrenice były rozszerzone a obok niego leżała pusta strzykawka. Znowu ćpał. I to tym razem przeze mnie.
- Jong In. Przepraszam cię. Przepraszam za to, że ci nie powiedziałem. Przepraszam za wszystko tylko wróć do mnie. Bez ciebie jestem nikim. - zaniosłem się głośnym płaczem.


Spojrzałem na kogoś. Jakąś czarno-czerwoną osobę. I jej twarz zraszoną krwawymi łzami. Skojarzyłem kim była. Zatrząsłem się od swojego psychopatycznego śmiechu, który potem przerodził się w głośny, suchy szloch. Uwiesiłem się na Taeminie.
- Nienawidzę cię! Co... Ja... Kocham... Zostań... - I znów zacząłem się śmiać.
- Nienawidzę siebie! Nie! - powtórnie moim ciało przeszedł dreszcz spowodowany bolesnym szlochem. Złapałem się za skronie i ciągnąłem za włosy. Opadłem na podłogę zjeżdżając swoją dłonią od czoła po obojczyk zahaczając o górę bluzki. Patrzyłem na ścianę. Czerń poplamiona różowymi, pomarańczowymi i czerwonymi kleksami. Tylko to widziałem.

- Kai. Kai uspokój się, proszę cię. - złapałem jego ręce. - Nigdy cię nie zostawię. - pogładziłem jego policzek po czym pocałowałem go w czoło. 
- Połóż się.. - wstałem i pomogłem jemu, prawie go niosąc. Przykryłem go kołdrą, a sam usiadłem na skraju łóżka. Złapałem jego dłoń i delikatnie ją gładziłem.
- Jonginnie, kocham cię. Zrozum to.. - powiedziałem i chwilę po tym usłyszałem zamykane drzwi. Ktoś podsłuchiwał? Ehh.. Nieważne. Wpatrywałem się w jego twarz niczym w obraz. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Obudziły mnie promienie słońca padające na moją twarz. Odgarnąłem włosy z czoła. Podniosłem się. Spałem na Kaiu? Nie chcąc go obudzić delikatnie wysunąłem swoją dłoń z jego. Cichutko wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół w kuchni siedziała jego matka.
- J-ja przepraszam... Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. - tłumaczyłem się.
- Spokojnie. - uśmiechnęła się. - Nic się nie stało. Napijesz się czegoś?
- Nie dziękuję. Wracam do domu. Do widzenia. - powiedziałem i pośpiesznie wyszedłem kierując się w stronę własnego domu.

Otworzyłem oczy. Przywitał mnie potworny ból głowy. Powoli usiadłem. Najchętniej zacząłbym wrzeszczeć na całe miasto z bólu... Trzeba coś na to zaradzić... W wolnym tempie założyłem na siebie wczorajsze ciuchy i wyszedłem z pokoju cały czas jedną dłoń dociskałem do swojej skroni. Zszedłem do kuchni. Przywitał mnie widok mojej matki z kubkiem kawy w jednej dłoni i z papierosem w drugiej. Rozejrzałem się. Żadnego alkoholu. Łał. Czy to ten mężczyzna o którym mówiła tak na nią wpłynął? A no właśnie... Wczoraj... Otworzyłem szufladę w poszukiwaniu tabletek.
- Jeśli chcesz tabletki na ból głowy to spójrz tam. - zerknąłem na kobietę, a potem na kierunek który wskazywała swoim palcem. Chwilka... Pomalowała paznokcie? Chyba naprawdę chce się przypodobać temu facetowi... Na stoliku stał kubek z kawą oraz jedna tabletka przeciwbólowa. Usiadłem przy owym stoliku, łyknąłem tabletkę i czekając na efekt zacząłem pić ciepły napój. Ciszę przerwała moja matka.
- Wiesz... Ten Taemin wcale nie jest taki zły jak myślałam... I chyba naprawdę cię kocha.
- Błagam. Nie wspominaj o nim... - znowu zapadła cisza. Widziałem jakby chciała mi coś powiedzieć, ale zaciskała usta. Nie miałem zamiaru jej zmuszać. Spojrzałem na zegar. 8:30. Za pół godziny muszę być na sali treningowej. Z Taeminem... Na całe szczęście migrena prawie do końca znikła więc mogłem w miarę normalnie funkcjonować. Dopiłem napój. Poszedłem do pokoju, wziąłem ubranie i bieliznę, wszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, umyłem zęby i tak dalej. Wyszedłem już gotowy. Zużyte ubrania z plecaka położyłem na łóżku zamieniając je świeżymi. Chwyciłem swój plecak i ruszyłem na dół. Nałożyłem buty. Już uchylałem drzwi, ale nagle zacząłem się zastanawiać nad pewną rzeczą...
- Wychodzę! - krzyknąłem.
- Powodzenia w pracy - usłyszałem głos mojej rodzicielki. Na moją twarz wstąpił nieznaczny uśmiech, a moje serce wypełniło nieznane dotąd uczucie. Wyruszyłem do wytwórni. Po jakimś czasie stałem już przed wejściem. Wziąłem głęboki oddech zastanawiając się nad tym, czy Taemin jest już na sali. Przekroczyłem próg i skierowałem swoje kroki w stronę drzwi prowadzących do sali treningowej. Otworzyłem drzwi. Pusto. Wypuściłem powietrze z ulgą. Dobra, trzeba się przebrać. Ruszyłem w stronę przebieralni w drodze zdejmując z siebie koszulkę.

Usłyszałem ciche szmeranie w przebierali obok. Czyżby Kai przyszedł? Może ze mną porozmawia. Wyszedłem z przebieralni i zacząłem udawać, że wykonuję ćwiczenia rozciągające. Gdy wyszedł i mnie zobaczył był mocno zdziwiony. Nie odezwałem się słowem.
- Cześć? - wypowiedział niepewnie.
- Cześć. - odpowiedziałem nie przerywając wykonywanej czynności. Postanowiłem go podręczyć obojętnością.
- Chciałem z tobą pogadać. - powiedział drapiąc się po głowie.
- To najwyżej po treningu. Musimy dużo ćwiczyć. - odwróciłem się w jego stronę obserwując jego reakcję.

Ehhh... Spojrzałem na niego i poszedłem w jego ślady. Czułem że atmosfera jest ciężka. Zacząłem zastanawiać się nad tym, czy nie zrezygnować z rozmowy z nim. Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Przyszedł trener. Starałem się nie zwracać uwagi na Taemina. Skupiałem się na ruchach, które już i tak szły mi płynnie a te treningi były tylko po to, by "nie zhańbić dobrego imienia SM Ent." Zatrudniają najlepszych z najlepszych poddają na samym początku morderczym treningom a potem jeszcze mają wątpliwości w to, czy dobrze się spiszą. Ale co się dziwić, najlepiej prosperująca wytwórnia w całej Korei Południowej... Nawet nie zauważyłem gdy minęło pół godziny. Przerwa. Ruszyłem w stronę ławki. Usiadłem i spojrzałem na Taemina. Spróbuję. Poklepałem miejsce obok siebie.

Przez chwilę zastanawiałem się czy podejść i usiąść. W końcu powolnym krokiem ruszyłem w jego stronę. Drażniłem go kręcąc biodrami. Widziałem, że się niecierpliwił. W końcu usiadłem obok niego zachowując dystans.
- Więc? - spytałem.
- No..bo wiesz Tae.. - nerwowo splatał palce.
- Nie wiem. Ale myślę, że się dowiem.
- Tak.. na początku chciałem Cię przeprosić. Widziałeś mnie wczoraj w tym... stanie.. - widać było że się zawstydził.
- Stanie? Po prostu byłeś naćpany Kai. - odparłem rzucając mu krótkie spojrzenie. - Najpierw krzyczałeś, że mnie nienawidzisz, a później, że kochasz.


Spojrzałem zrezygnowany na rudowłosego.
- Przepraszam po prostu... Jestem okropny... Nie warty zaufania... Nie zdziwi mnie jeżeli nie będziesz chciał już więcej ze mną być... - opuściłem wzrok. Czułem że próżno w mojej sytuacji błagać o wybaczenie. Jego spojrzenie mnie paliło. Żałowałem tego wszystkiego co zrobiłem... Ale... - Ale to przecież ty to zacząłeś gdy wyszedłeś nie mówiąc mi nic... - zagryzłem wargę zdenerwowany.

- A co miałem ci powiedzieć? Że wujek wplątał się w kłopoty i KyoRi prosiła mnie o pomoc? Po co mam ci zawracać głowę takimi bzdurami? Powinieneś mi ufać i zrozumieć, że nic mnie z nią nie łączy prócz więzy krwi. Podniosłem wzrok. Tępo wpatrywał się w podłogę.


Zerwałem się na równe nogi. 
- Tak. Jestem zazdrosny, nieodpowiedzialny, głupi i wszystko inne... Ale co ja mam poradzić na to że cię kocham...? - zacisnąłem usta. Krzyknąłem do trenera że dzisiaj muszę wyjść wcześniej i ruszyłem szybkim krokiem do przebieralni czując jak po moich policzkach spływają pojedyncze krople.

Wstałem natychmiast za nim. Chciałem go złapać ale zwiał do przebieralni. Bez żadnych ceregieli wparowałem do środka. Stał z nagim torsem, a koszulkę trzymał w ręce. Aż zakręciło mi się w głowie. Szybko się opanowałem wyrzucając nieprzyzwoite myśli, które były teraz zupełnie nie na miejscu.
- Ubierz się i nigdzie nie idziesz, kochanie. - powiedziałem stanowczo.
- Zaraz, kochanie? - był szczerze zdziwiony.
- No tak. Myślałeś, że tak łatwo zrezygnuję z kogoś kogo kocham nad życie? - przejechałem palcem po jego klatce piersiowej aż do ust. Powoli zbliżyłem się do niego i złączyłem nasze wargi.


Sparaliżowało mnie gdy poczułem jego dotyk. Co robić? Chyba nigdy nie postawiono przede mną takiej trudnej decyzji... Serce o mało nie wyrwało mi się z piersi gdy poczułem jak jego język penetruje wnętrze moich ust. Z moich ust wydobył się zagłuszony przez pocałunek jęk. Położył dłonie na moim torsie i zaczął popychać mnie do tyłu. Moje rozgrzane ciało spotkało się z zimną ścianą powodując dreszcze. Przyparł mnie do powierzchni układając ręce na moich plecach. Oderwał się ode mnie tworząc między naszymi ustami ledwo widoczną nitkę śliny po czym ponownie wbił się w moje wargi.

Nie mogłem się opanować. Tak bardzo zapragnąłem go w jednej chwili. Serce podpowiadało mi żebym robił to co czuję jednak rozum kłócił się z nim, że może się to źle skończyć jeśli ktoś się dowie. Z wielkim trudem odkleiłem się od niego.
- Nie...tutaj... - próbowałem opanować drżenie głosu.
Kiwnął tylko głową i uśmiechnął się. Założył koszulkę i wyszliśmy z przebieralni.

Ruszyliśmy w stronę trenera.
- Jesteście perfekcyjni. Poćwiczcie jeszcze jak chcecie i możecie iść. - powiedział trener. - Praca z wami to była sama przyjemność. - uśmiechnął się i wyszedł.
- To jak? Ostatni raz i idziemy do mnie? - uśmiechnąłem się prowokująco.
- Pewnie. - odparł.
Zatańczyliśmy jeszcze raz ten sam układ. Wychodziło nam idealnie. W końcu skończyliśmy. Pędem ruszyliśmy do przebieralni, a później do mojego domu.


Gdy tylko weszliśmy do domu zostałem jawnie zaatakowany. Ale podobało mi się to. Szybko pozbyliśmy się butów i wierzchnich warstw odzieży kierując się w stronę sypialni Taemina. Gdy otwierałem drzwi na oślep przypierany do nich przez rudowłosego byłem już półnagi. On zresztą też. Gdy tylko drzwi uległy, Tae wręcz z dzikością zaczął pchać mnie w stronę łóżka na które opadłem poddając się jemu. Rozłożyłem ręce a on po prostu stanął i patrzył się na mnie przez kilka sekund. Jego twarz rozjaśnił uśmiech a ja już po chwili czułem jego dłonie majstrujące przy moich spodniach.

Tak bardzo go pragnąłem, że nie bawiłem się w żadne gierki wstępne. Wiedziałem, że sam tego chciał ponieważ się nie opierał. Na jego twarzy widniał uśmiech gdy zacząłem ściągać z niego spodnie. Chwilę masowałem jego męskość przez cienki materiał bielizny, lecz po chwili to też zniknęło. Leżał pode mną całkiem nagi. Chwyciłem jego nabrzmiałego penisa w dłoń i zacząłem szybko poruszać dłonią jednocześnie całując jego brzuch. Doszedł. Stwierdziłem, że pora na coś ciekawszego. Odwróciłem go i klepnąłem w pośladek. Bez niczego wbiłem się w niego. Próbowałem być delikatny ale wypełniała mnie dzika żądza i nie potrafiłem nad sobą zapanować. Wykonywałem coraz szybsze i głębsze ruchy rozkoszując się donośnymi jękami Kaia. Uwielbiałem to tak bardzo.. Po chwili wygiął się w łuk. Doszedł drugi raz, czyli teraz kolej na mnie. Złapałem go za biodra i przyśpieszyłem jeszcze bardziej. Krzyczał z rozkoszy. Z szaleńczym uśmiechem wykonywałem mocne i szybkie pchnięcia by po chwili jego ciało wypełniło
moje ciepłe nasienie. Opadłem obok niego ledwo oddychając. Pot spływał mi po czole, a ja czułem się szczęśliwy jak nigdy wcześniej.


Mocno wtuliłem się w rudowłosego. To nie był seks.. To było coś pięknego. Coś czego nie da się opisać słowami.
- Wiesz Tae.. Kocham cię. Nie obchodzi mnie jak ludzie zareagują. Chcę żeby wszyscy wiedzieli. - wtuliłem się w jego tors.
- Ja ciebie też kocham Jonginnie. - jego dłoń spoczęła na moim policzku delikatnie go głaskając.

- A teraz zamknij oczy i śpij. Jutro przed nami wieelki dzieeeń. Musisz być wypoczęty.

 ***
Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. To motywuje!

środa, 2 października 2013

"Nienawidzę poniedziałków."

Myślę czy robić z tego coś więcej czy tylko takiego beznadziejnego one-shota. Wybaczcie, że nie ma szóstego rozdziału " Z życia wzięte" no ale szkoła się zaczęła, mam masę nauki i wgl. Nabazgrałam to dzisiaj i właśnie skończyłam. Mam nadzieję na jakieś komentarze i te pozytywne i negatywne. Dobrze by było dowiedzieć się co wam się podoba, a co nie. Więc zapraszam do czytania~

 /Yumm~

***
 Był poniedziałek. Okropny dzień. Najgorszy dzień tygodnia dla wielu ludzi. Dla Baekhyuna również. Nawet będąc na urlopie, jakoś dziwnie tego dnia nie lubił. Pewnie z przyzwyczajenia. A akurat tamten poniedziałek, wydawał się mu jeszcze okropniejszym poniedziałkiem, ponieważ po całotygodniowej walce z potężnym przeziębieniem, wrócił do pracy. W pracy czekało na niego multum zaległości. Urobił się straszliwie. Dodatkowo ta szaruga jesienna źle na niego wpływała. Od rana lało jak z cebra. Szaro, mokro, chłodno, brzydko. Niby to nic dziwnego, wszak już jesień, ale Szczeniaczek i jesieni nie znosił. Zwłaszcza takiej. Smutnej i płaczącej deszczem od rana.
 - A niech to szlag trafi! - burknął sam do siebie, wychodząc z biurowca swojej firmy.
Ulica tonęła w deszczu. Chłopak, garbiąc się, rozłożył parasol i skierował swe ociężałe kroki do pobliskiego supermarketu. Musiał zrobić jeszcze zakupy przed powrotem do domu. Lodówkę miał niemalże pustą. Przez cały tydzień choroby nie wychodził z domu. Zły był jak osa, że musi w taką pogodę łazić po ulicy wśród tłumu przemoczonych przechodniów. Najchętniej wsiadłby już do autobusu by jak najszybciej znaleźć się w domu. Nie czuł się dobrze. Był osłabiony chorobą, a pogoda dodatkowo potęgowała jego złe samopoczucie. Poczucie obowiązku nakazywało mu jednak zrobić zakupy. Musi przecież wreszcie jakiś porządny obiad ugotować żeby nabrać sił. Kiedy dotarł do supermarketu, był już pewny, że żadnych większych zakupów robić nie będzie. Odechciało się mu całkowicie. Buty miał przemoczone. Było mu zimno. Poczuł się jeszcze bardziej osłabiony. Dreszcze przelatywały Bekonowi po plecach. Czoło zrosił zimny pot. Nie brał nawet wózka na zakupy. Nerwowym ruchem chwycił za koszyk i poczłapał do środka.
Po dziesięciu minutach był już gotowy z zakupami. Kupił jedynie pieczywo, masło, ser, a na obiad: kurczaka, trochę jarzyn i ziemniaki. Ustawił się do kolejki przy najmniej obleganej kasie, zastanawiając się jeszcze na szybko, czy czegoś w domu jeszcze nie brakuje. Przypomniało mu się, że proszek do prania jest na ukończeniu. Odruchowo odwrócił się by sprawdzić jak daleko ma do stoiska chemicznego. Odległość wydała się nie do pokonania. Nie dzisiaj. Nie w takim dniu. Odwracając się na powrót twarzą do kasy, w kolejce przy kasie obok, zauważył mężczyznę, którego widział parę godzin temu na korytarzu biurowca. Mężczyzna patrzył na niego i uśmiechał się. Zawstydził się. Czuł się fatalnie. Miał wrażenie, że fatalnie też wygląda. Wstyd ogarniał go coraz mocniej, dając swój wyraz piekącym rumieńcem na spoconej wcześniej twarzy. Pewnie dlatego, że mężczyzna był bardzo przystojny i elegancki. Zauważył to już na korytarzu biurowca, kiedy szedł po kawę do automatu, ale że czuł się źle, nawet się na moment nie zastanowił kto to taki. W innym dniu z pewnością choćby oko dyskretnie na nim zawiesił. Zawsze  podobali mu się tacy zadbani mężczyźni. Ale teraz, kiedy się tak fatalnie czuł, wolałby żadnego takiego nie widzieć. A ten oto, jeszcze się do niego uśmiecha. BaekHyun poczuł, że rumieniec nabiera na sile, szybko spuścił więc wzrok, i udając, że nagle zainteresowała go reklama nowych artykułów, wlepił oczy w wiszący nad kasą plakat. Marzył, aby jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz.
Po uregulowaniu należności za zakupione artykuły i załadowaniu ich byle jak do torby, Baekkie szybkim krokiem skierował się do wyjścia. Pech chciał, że kiedy wychodził już ze sklepu, jakiś dwóch chłopaczków, wbiegając do środka, wytrąciło mu torbę z rąk. Prawie cała zawartość jego torby wysypała się na posadzkę. Najgorsze, że siatka z ziemniakami pękła i ziemniaki porozlatywały się w różnych kierunkach. Wściekł się okrutnie. Natychmiast się pochylił i nerwowo zaczęł zbierać rozsypane artykuły, klnąc w duchu nawet nie tyle na niesfornych chłopców, co na poniedziałek. Nagle usłyszał nad sobą czyjś głos. Męski głos.
 - Co za utrapienie z takimi łobuzami. Nie dość, że wpadają na ludzi, to jeszcze nawet nie przeproszą.
Ciemnowłosy natychmiast popatrzył do góry, i aż zamarł. Nad nim stał nie kto inny, a właśnie ten przystojny mężczyzna. Jego wściekłość natychmiast ustąpiła miejsca zawstydzeniu.
- Pomogę panu. - rzekł przystojny mężczyzna, podając mu dłoń.
 -To nic... dam.. r-radę. - jąkał się zawstydzony już do granic możliwości.
- O nie, nie, ja pozbieram, proszę dać mi tą torbę - nie ustępował mężczyzna.
 Kiedy wychodzili razem ze sklepu, mężczyzna, oprócz swojej torby z zakupami, ciągle trzymał torbę Baekhyuna . A będąc już na ulicy, ukłonił się szarmancko, i zawołał:
- Przepraszam, nie przedstawiłem się! Nazywam się Park Chanyeol. Kojarzę pana z pracy.
- Byun Baekhyun - niepewnym głosem przedstawił się. - Miło mi.
  - No to już się  poznaliśmy. Wprawdzie nie w firmie, ale co to za różnica. Ważne, że już się znamy. Może skoczymy na kawę?
  - Dziękuję za zaproszenie ale.. - nie dokończył.
  - Żadnego "ale" - zachichotał Chanyeol.
Baekhyun jednak odmówił, gdyż przypomniał sobie, że jego wygląd pozostawia wiele do życzenia, a on nienawidzi gdy źle wygląda.
Virus zaprosił go do swojego samochodu i zawiózł  pod sam dom. Pod domem chwilę jeszcze posiedzieli w samochodzie i porozmawiali. Umówili się też na wspólne wyjście do kawiarni w najbliższy piątek.
Wspinając się po schodach do swojego mieszkania rozmyślał nad tym dziwnym, niespodziewanym, ale w sumie bardzo przyjemnym spotkaniem z Chanyeolem. Kiedy siedzieli jeszcze w samochodzie pod jego blokiem, dowiedział się od niego, że jego matka zmarła przed pięcioma laty na raka. Chłopaka tak bardzo wzruszył los Chanyeola, że sam zaczął zwierzać się ze swojego życia. Że najważniejsi byli dla niego rodzice, dom, praca, i że to wokół tych priorytetów, do dziś dnia, toczy się jego życie. Przyznał jednak szczerze, że od czasu, kiedy jej rodzice odeszli brakuje mu takiego ciepłego kontaktu z ludźmi. Brakuje mu przyjaznej duszy. Coraz częściej też odczuwa samotność.

***

 Spotkanie w piątkowy wieczór było bardzo miłe. Baekhyn i Chanyeol spędzili parę godzin w zacisznej kawiarence. Nieustannie rozmawiali. Nie mogli się ze sobą nagadać. Opowiadali o swoim życiu, o swojej rodzinie, o swoich zainteresowaniach, wreszcie o swoich marzeniach. Baekhyun sam sobie się dziwił, że aż tak bardzo otworzył się przed obcym człowiekiem, ale czuł wyraźnie, że może mu zaufać. A to odczucie, bardzo go cieszyło. Sprawiało przyjemną ulgę, że oto on, po tylu latach, ma przed kim wyrzucić z siebie wszystko to, co leży mu na sercu, co przez tyle lat w sercu się nagromadziło. Podobnie odczuwał Park.
 To był początek ich serdecznej znajomości. Od tej pory spotykali się bardzo często. Chodzili razem do kina, do teatru, czasami na pływalnię. Często też wyjeżdżali za miasto by  pospacerować po lesie. Oboje uwielbiali te swoje spacery na łonie natury i długie rozmowy. W pracy przed współpracownikami nie ujawniali swojej zażyłości. Nie chcieli wysłuchiwać komentarzy innych. Cieszyli się sobą, swoją przyjaźnią. Dla siebie jedynie pragnęli zachować tę słodką tajemnicę o rodzącym się między nimi uczuciu.
 Od jakiegoś już czasu, Szczeniaczek zauważył, że jego współlokator uważnie mu się przypratruje. Więc spytał wprost:
 - Może mi powiesz wreszcie, dlaczego mi się tak przypatrujesz? Coś ze mną nie tak? 
  - Ależ tak, tak! Nawet bardziej niż tak! - zachichotał. - No dobra, powiem, skoro Ty sam nic nie mówisz... Otóż wydaje mi się, mój drogi, że masz kogoś... Nigdy przedtem nie widziałem cię w tak promiennym nastroju. No to jak? Kto to jest? Powiesz mi wreszcie?
Baekkie, wsłuchując się w te słowa , na moment oniemiał. Nie przypuszczał, że to tak łatwo zauważyć. No i co tu ukrywać, poczuł się trochę zawstydzony. Zorientował się jednak w mig, że to już czas, aby powiedzieć prawdę. Uśmiechnął się, nabrał powietrza, i powiedział:
- Tak. Masz rację. Tylko, że to nie jest dziewczyna. - czekał na cios od kolegi.
- Nie szkodzi. Nie wnikam w to. To twoje życie. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. W końcu jesteśmy przyjaciółmi no nie?
- Nie przeszkadza ci to? - spytał niepewnie.
- Ani trochę. Ale chciałbym go poznać. - zaśmiał się.
- Siadaj. Opowiem ci o nim. - wytknął język.
Baekhyun z wypiekami na twarzy opowiedział przyjacielowi kto to jest Chanyeol i jak się z nim poznał. Jego współlokator zaproponował nawet, ażeby spotykali się również i u nich w domu. Powiedział, że pragnie, aby jego przyjaciel był szczęśliwy. Zaś na koniec ich rozmowy, śmiejąc się, kilka razy powtórzył, że się postara nie być o niego zazdrosnym. Wreszcie znikł za drzwiami swojego pokoju.
  Od tej pory zaczęli się spotykać również i w domu Szczeniaczka. Pewnej niedzieli, kiedy pod wieczór Virus zjawił się u niego Kai akurat wychodził z domu. Nie omieszkał jednak się z Chanyeolem przywitać. Poklepał go serdecznie po ramieniu, dając tym wyraz swej nieustającej aprobaty dla niego, a naciskając już klamkę u drzwi, wesoło zawołał:
- Wychodzę do Kyung Soo, posłuchać muzyki z kumplami... Wrócę około 21-szej!
Po raz pierwszy  mogli być sam na sam. Poczuł się dziwnie podniecony. Całym sercem czuł, że się zakochał w Chanyeolu, i że każda spędzona z nim chwila, jest dla niego  czymś wyjątkowym. Przy nim czuł się jak nowonarodzony. Przy nim czuł się wartościowy.  Coraz bardziej potrzebował jego bliskości.
Rudzielec również obdarzał go miłością, ale nie miał odwagi mu o tym powiedzieć. Pragnął przebywać w jego towarzystwie jak najczęściej. Pragnął jego bliskości, również i tej fizycznej. Tłumił jednak w sobie to pragnienie, gdyż nie chciał by go źle odebrał. Wierzył, że czas będzie dla nich łaskawy, że kiedyś dojdzie do ich zbliżenia. Czekał wytrwale.
Niedzielny wieczór zapowiadał się bardzo romantycznie. Obydwoje byli podnieceni swoją bliskością w zaciszu domowym. Kiedy po wspólnej kolacji usiedli na sofie, Chanyeol objął go ramieniem i zaraz potem zbliżył usta do jego ust. Baekkie zamarł w bezruchu, lecz za moment poddał się jego pocałunkom. Poczuł jak jego język rozkosznie bada wnętrze jego ust, a uścisk jego ramienia nasila się. Pocałunki ich stawały się coraz intensywniejsze. Oboje czuli ogromne podniecenie. Coraz bardziej odczuwali wzmożoną potrzebę miłości fizycznej. I ta ich wzmożona potrzeba sprawiła, że oboje zapomnieli o jakichkolwiek wcześniejszych skrupułach. Baekhyun wsunął drżące z podniecenia dłonie  pod koszulę Chanyeola. Wtedy on , z westchnieniem rozkoszy, niemalże bezwiednie zaczął ściągać z niego bluzkę. Ich podniecenie sięgało zenitu. Oboje czuli, że teraz, że już, że natychmiast staną się jednością... I wtedy, uszu ich dobiegł odgłos otwieranych drzwi wejściowych. Oderwali się od siebie jak piorunem rażeni. Cały romantyczny czar prysł w momencie niczym bańka mydlana. Przerażeni zaczęli poprawiać na sobie potargane ubranie i włosy. Nie zdążyli. Zobaczyli Kai'a jak wpada do pokoju, meldując już od drzwi:
 - Skończyliśmy wcześniej, bo kumple wybierali się jeszcze na dyskotekę, a ja nie miałem ochoty.
W pokoju stołowym zapanowała konsternacja. Kai, widząc zmieszanego przyjaciela, jak w pośpiechu poprawia bluzkę i nie dużo mniej zmieszanego Chanyeola, jak wciska koszulę do spodni, wycofał się natychmiast do swojego pokoju.
Oboje byli niezwykle zmieszani. Próbowali rozmawiać jednak rozmowa się między nimi nie kleiła. Rudzielec nie wiedząc co ma zrobić, po godzinie wyszedł.

***

  Następnego dnia, w poniedziałek, Baekhyun ciągle czuł się nieswojo. Nie mógł ochłonąć po niedzielnym wieczorze. Przez cały dzień w pracy bał się wyjść na korytarz by nie spotkać Chanyeola. Nie umiałby mu w oczy spojrzeć. Na szczęście okazało się, że od południa nie ma go w firmie, ponieważ wyjechał służbowo. Chłopak odetchnął z ulgą ponieważ  było mu to na rękę. Po skończeniu pracy, szybciutko przemieścił się na przystanek autobusowy, i za trzy kwadranse, wchodził już do domu. Już w autobusie postanowił poddać się odprężającemu zajęciu lepienia pierogów dla Kai'a. To go uspokajało. Wiedział, że Kai je uwielbia.  Miał więc parę godzin dla siebie... no i dla pierogów. Włączył radio, przebrał się w swój wygodny domowy strój, założył fartuszek, i zabrał się za te jakże filozoficzne, a i wyciszające zajęcie. Był już prawie w połowie roboty, kiedy nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Zdenerwował się. Był pewien, że to sąsiadka znów przyszła coś pożyczyć. W pośpiechu wytarł w fartuszek oklejone ciastem ręce i poszedł do przedpokoju. Kiedy otworzył drzwi wejściowe, grymas niezadowolenia natychmiast przekształcił się w serdeczny uśmiech. W drzwiach stał Chanyeol z butelką wypełnioną czerwonym płynem.
  - Wybacz że cię tak nachodzę bez uprzedzenia - niepewnym głosem odezwał się gość. - Nie mogłem sobie miejsca znaleźć w domu. Wyszedłem więc na spacer, i sam nie wiem nawet kiedy znalazłem się pod twoim blokiem.
- Wchodź, wchodź,  przecież nie będziemy tak rozmawiać w drzwiach - odrzekł i uśmiech natychmiast znikł mu z twarzy, bo nagle uświadomił sobie jak wygląda.
- Ślicznie wyglądasz we fartuszku. - uśmiechnął się.
  - A wiesz, tak po domowemu... - zająknął się Baekhyun. - Właśnie lepię pierogi żeby jakoś pogadać z Kai'em.
- Och, uwielbiam pierogi! - wyrwało mu się.
- Tak? To cieszę się. Wejdź proszę i usiądź. - przesunął się w drzwiach wpuszczając go do środka.
- No ale może mógłbym ci pomóc, co?
- Nie, nie. Dam sobie radę.
 Wpadł do kuchni i szybko zabrał się za prowizoryczne sprzątanie pobojowiska, jakim chwilowo była jego kuchnia. Wszystkie ulepione pierogi ze stolnicy przełożył na duże półmiski. Pościerał wszystko dookoła z wszechobecnej mąki. Kiedy już jako tako kuchnię doprowadził do porządku, nastawił duży garnek wody na zagotowanie pierogów. Spoglądnął w lustro wiszące przy oknie i aż się wystraszył swojego odbicia. Wyglądał okropnie. Na szybko otrzepał mąkę z policzków i włosów, palcami ułożył jakoś fryzurę, i już chciał zdjąć z siebie fartuszek, kiedy jego wzrok utkwił na stolnicy.  Zwinnym ruchem otrzepał ją z mąki nad zlewozmywakiem i już chciał schować ją za szafkę, gdy nagle, pech chciał, że stolnica wysmyknęła mu się z rąk i z potężnym łomotem upadła na podłogę. Przeklnął do siebie pod nosem:
 - Cholera jasna, wiadomo, poniedziałek - i szybko schylił się by podnieść stolnicę, i wtedy, miedzy nogami, zobaczył stojącego w drzwiach Chanyeola.
- Co się stało? - spytał zaniepokojony lustrując wzrokiem kuchnię.
 - Nic, nic, to tylko stolnica mi wypadła z rąk - odpowiedział speszony.
  - Że ty też sobie nie pozwolisz pomóc. - zbliżył się do Baekhyuna i objął go za biodra. - A Kai'a nie ma w domu? - spytał po chwili, przyciągając go do siebie.
 - Nie ma, jest na mieście, wróci późnym wieczorem - wyjaśnił drżącym z podniecenia głosem.
- No to cudownie - ucieszył się Chanyeol. - Głupio się czuję po wczorajszym. Całą noc nie mogłem spać, bo myślałem o tobie... Też o mnie myślałeś?
Nie zdążył nawet cokolwiek powiedzieć, bo nagle usta Virusa przylgnęły do jego ust. Baekhyunowi aż się w głowie zakręciło. Poczuł przyjemne mrowienie w okolicach brzucha. Przytulił się gwałtownie do niego i zaczął łapczywie go całować. Nastrój erotycznego napięcia między nimi przemienił się w burzę. Chanyeol niemalże zdarł z niego fartuch. Baekhyun wsunął ręce pod jego bluzę. Po chwili Chanyeol zdarł z niego bluzę i rzucił ją, nie patrząc nawet gdzie. Bluza wylądowała na równiutko ułożonych  półmiskach z pierogach. Chwilę później leżał nagi pod Chanyeolem, na zimnej, kafelkowej posadzce, drżąc nie tyle z zimna, co z podniecenia. Rudzielec zaczął znaczyć językiem ślad na jego brzuchu. Delikatnie, coraz niżej. Starszy zanurzył dłonie w jego włosach i objął go mocno nogami.  Muskał ustami najskrytsze zakamarki jego ciała. Dłońmi pieścił wnętrze jego ud. Baekhyun był gotowy na rozkosz.  Ujął dłońmi jego twarz i pragnął już tylko jednego. Wypiął biodra do góry. Chanyeol widząc to uśmiechnął się i delikatnie wprowadził palec pomiędzy jego pośladki. Po chwili dołączył drugi robiąc nożyczki, aby odpowiednio go przygotować. Szybkim ruchem zastąpił palce sobą. Na twarzy Szczeniaczka wymalował się chwilowy ból. Szybko jednak się przyzwyczaił i zabawa się zaczęła. Poruszał rytmicznie biodrami. Dopasowali tempo. Nagle Baekhyun wygiął się w łuk i jeszcze mocnej przylgnął do rozgrzanego ciała partnera. Czując nad uchem jego szybki oddech, oddał się rozkoszy.  Odpłynęli jednocześnie.
Kiedy po kilku minutach, leżąc obok siebie zdyszani i spoceni, popatrzyli na siebie, jednocześnie buchnęli gromkim śmiechem. Dopiero wtedy zobaczyli jak bardzo są utytłani mąką.
 Zanim Kai wrócił do domu, zdążyli jeszcze wziąć wspólną i długą kąpiel w wannie i dokładnie posprzątać kuchnię. A kiedy JongIn stanął w drzwiach, byli  już po kolacji i znów siedzieli na sofie mocno wtuleni w siebie. Tym razem nie czuli jednak żadnego zakłopotania. Kim podszedł do stołu, i z uśmiechem przyklejonym do twarzy, nabrał sobie pełen talerz pierogów i od razu oddalił się do swojego pokoju. Po krótkiej chwili z jego pokoju uszu zakochanych dobiegła miłosna piosenka. Baekhyun zaśmiał się i powiedział:
 - I pomyśleć, że ja nigdy nie lubiłem poniedziałków.
 - Czas to zmienić - zaśmiał się Chanyeol i jeszcze mocniej przytulił go do siebie.

***