wtorek, 6 sierpnia 2013

Z życia wzięte 4

Tak jak obiecałam nadrabiamy długością teraz. Mamy nadzieję, że ten rozdział spodoba się wam tak jak trzy poprzednie. ZAPRRASZAMY I PROSIMY O KOMENTY!  <3


Taemin - Pomarańczowy (Yumi - Lee Taemin)
Kai - Zielony (Nami - ja)

Przebudziłem się cały zlany potem. - To tylko sen... - wyszeptałem do siebie, kładąc zewnętrzną stronę dłoni na czole i ścierając z niego mokre kropelki. Odwróciłem twarz w stronę osoby leżącej obok. Jak on ślicznie wyglądał podczas snu. Poruszyłem się lekko próbując nie obudzić przy tym Kai'a. Nie wyszło mi to jednak i chłopak leniwie otworzył oczy i uśmiechnął się.


Otworzyłem oczy, czując jak coś lub ktoś się porusza na drugiej połowie łóżka. Ujrzałem twarz mojego ukochanego, który nawet z rozszerzonymi źrenicami, i potem spływającym po czole wyglądał wyjątkowo cudownie... Chwila. Rozszerzone źrenice i pot? Co mu się stało?

 - Hej. Nie wyglądasz najlepiej. Co się stało?

- Miałem straszny sen. To...to było takie okropne.. - odpowiedziałem po czym mocno wtuliłem się w Jong Ina niczym małe dziecko szukające schronienia.


Otworzyłem szeroko oczy. To musiało być coś na prawdę okropnego skoro Taemin tak się zachowuje. Złożyłem pocałunek na jego zmierzwionych włosach a następnie zacząłem je gładzić. Wzorowałem się na mojej matce. Kiedy jeszcze nie wpadła w uzależnienia. A właśnie, co z moją mamą!? Przecież od dwóch dni nie ma mnie w domu, a przecież ona znając życie nie kupiła nic do jedzenia! Ale tym zajmę się później. Nie mogę zostawić go samego. Zacząłem głaskać go po głowie cicho szepcząc słowa pocieszenia.

- Taemin. To był tylko sen. Jestem tu z tobą. Czujesz mnie? Jestem tu żeby cię wesprzeć. Nie martw się niczym. Opowiesz mi co ci się śniło?

Odsunąłem się od niego aby móc złapać powietrza. Podniosłem wzrok na niego.
- Kai... Obiecaj mi coś. Postaraj się rzucić nałóg. Błagam cię... A co do snu.. Śniło mi się, że przedawkowałeś. Pokłóciłeś się z matką i nie wytrzymałeś. Chcąc poczuć się lepiej wziąłeś za dużo. A ja... ja nie potrafiłem bez ciebie żyć i sam popełniłem samobójstwo. Kai zrozum. Ja nie chcę cię stracić. Kocham cię jak nikogo innego, rozumiesz? - ostatnie zdanie wypowiadałem patrząc mu prosto w jego piękne, piwne oczy. Po chwili znów do niego przylgnąłem.


Moje oczy zaszły łzami. Nie wiem czemu ale zacząłem płakać. Może to dlatego, że zdawałem sobie sprawę iż jego objawy są realne? Cóż, już raz otarłem się o śmierć z powodu narkotyków. Ale to było wtedy, gdy dowiedziałem się czemu mój ojciec nie wracał do domu nocami. Dobił mnie jeszcze widok zrozpaczonej matki. Wtedy dopiero zaczynałem ćpać. Robiłem to wręcz, można powiedzieć eksperymentalnie więc narkotyki działały na moje ciało znacznie intensywniej niż teraz. Przygarnąłem do siebie Taemina. Ogarnął mnie strach. Czysty strach. Wiedziałem, że byłem zdolny targnąć się na swoje życie z powodu z pozoru błahych spraw. Pociągnąłem nosem. Choć bardzo starałem się by starszy nie wyczuł że płaczę z mojego gardła wydobył się pojedynczy szloch.

- Nie Taemin... Nie zostawię cię... Nigdy...

- A-ale obiecujesz? Ja naprawdę cię kocham. Mógłbym to powtarzać w nieskończoność. I... Kai? Ty płaczesz? - podniosłem swoją głowę po czym sam uniosłem jego. Po jego policzkach spływały słone krople, które urządzały sobie wyścigi. Bez zastanowienia otarłem je swoim kciukiem i delikatnie złączyłem nasze wargi. Rozłączyliśmy je gdy nam obu brakło powietrza. 
- Jonginnie... Gdybym miał umrzeć chcę to zrobić w twoich ramionach bo wtedy byłaby to najlepsza śmierć jaka mogłaby mnie spotkać. Bez ciebie nie istnieję Moje serce bije tylko dla ciebie. Bez Ciebie będę pustką. Zbłąkaną duszą, która utraciła to co dla niej najważniejsze. Przejdziemy przez wszystko razem. - powiedziałem i musnąłem jego dolną wargę. Chcąc poczuć jego ciepło wsunąłem nogę pomiędzy jego oraz oplotłem jego plecy własnymi rękoma chcąc by ta chwila trwała wiecznie upajałem się jego zapachem.
- A i muszę ci coś powiedzieć. Też jestem uzależniony. Moim narkotykiem jesteś ty Kai. - wyszeptałem.


Uśmiechnąłem się. Nagle spojrzałem na niego poważnie.

- Taemin. Obiecaj mi jedno. Nigdy, ale to nigdy nawet nie myśl o ryzykowaniu swego życia z mojego powodu. Obiecaj mi to.

- Nie mogę ci tego obiecać. Przykro mi ale nie mogę. Nie obiecam ci tego, bo nigdy nie wiadomo jak się potoczą sprawy. Bez ciebie nie będę potrafił żyć. Jestem w stanie zrobić dla ciebie WSZYSTKO. - przy wymawianiu ostatniego słowa podniosłem ton głosu.


- Taemin. Błagam cię. Zrób to dla mnie. Inaczej nie będę mógł być spokojny. I zapamiętaj jedno. Ja nie jestem wart twego bezcennego życia. Wciąż nie mogę uwierzyć jakim szczęściem obdarował mnie Bóg pozwalając mi cię poznać.


- Może ty tak sądzisz, ale dla mnie jesteś najcenniejszym człowiekiem na świecie. Powtórzę po raz kolejny. Gdyby nie ty moje życie byłoby nadal nudne i monotonne. Bez ciebie nie będę umiał żyć.


- Ehh. Taemin. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. Jesteś moim tlenem, bez którego umarłbym. - przytuliłem rudowłosego w geście rezygnacji.


- Wreszcie zrozumiałeś... - odetchnąłem. - Nie wyspałem się, a jest całkiem wcześnie. Prześpijmy się jeszcze.. Prooooooszę.. - zrobiłem maślane oczka.


- Ty śpij dalej, ale ja muszę iść coś załatwić. - On nawet nie wiedział jak bardzo nie chciałem tam wracać. Złożyłem na jego policzku pocałunek. Odkryłem się.


Złapałem go za rękę. 
- Nigdzie nie idziesz. A nie. Idziesz w jedno miejsce. A konkretnie spać ze mną. Wiem gdzie chcesz iść. Pójdę tam z tobą, a teraz śpij. - powiedziałem i przykryłem go kołdrą. Szybko się w niego mocno wtuliłem nie dając mu możliwości ucieczki.


- Ludzieee. Jak dziecko... - westchnąłem czując jak starszy mocno mnie do siebie przyciska. Lekko poczochrałem mu włosy i ułożyłem głowę na poduszce. Hah. Co on w sobie ma takiego, że nigdy nie jestem w stanie mu odmówić? Zasnąłem z uśmiechem na ustach czując ciepło starszego.


- Lubię się przytulać. A szczególnie do ciebie. - wymruczałem.


- Szczególnie do mnie? To do kogo ty się jeszcze przytulasz?


- Hmm.. Do poduszki. - zaśmiałem się. - To moja kochanka, gdy ciebie nie ma. - wyszczerzyłem się.


- Zdradzasz mnie z poduszką!? Jak śmiesz!? Ranisz! - teatralnie złapałem się za serce


Wybuchnąłem głośnym śmiechem nie mogąc wytrzymać. 
- Uwielbiam cię. A teraz przytul i chodź spać. - uniosłem lekko kąciki ust.


Zaśmiałem się i pocałowałem Taemina w czubek jego ślicznego noska. Zasnęliśmy w swoich ramionach.


Obudził mnie dźwięk budzika. Widząc która godzina zerwałem się na równe nogi.
- Cholera Kai. - potrząsnąłem nim. - Jak się spóźnimy do wytwórni znów nas zamęczą.

- Wstaaaawaaaaaaj! - nachyliłem się i kilkakrotnie musnąłem jego skroń.

Otworzyłem zaspany oczy. Usłyszałem słowa Taemina. W myślach miałem od razu ułożony perfekcyjny, szatański plan. Gdy tylko zbliżył się do mnie złapałem go za ramiona i położyłem na łóżku. Jego dłonie umiejscowiłem nad jego głową przytrzymując jego nadgarstki. Spojrzałem mu w oczy i uniosłem kącik moich ust.

- Przecież jeszcze przed chwilką upierałeś się przy tym żeby nie wstawać? - nie dałem mu czasu na odpowiedź. Wbiłem się w jego usta od razu wprowadzając do ich wnętrza swój język. Czułem że stara się mi oprzeć ale cóż, nie bardzo mu to wychodziło. Przełożyłem sobie jego jedną dłoń tak, że miałem teraz jedną wolną rękę która zajęła się wodzeniem po brzuchu rudzielca i zahaczaniu o jego sutki. Poczułem jak stara się coś wymruczeć na co nie pozwalały mu moje wargi. Oderwałem się od niego. Oblizałem się i zmieniłem swoje centrum zainteresowania. Zacząłem jeździć językiem po jego szyi. Usłyszałem jego cichy, powstrzymywany jęk. Pełen satysfakcji zassałem się na kawałku jego skóry zostawiając na niej krwisty ślad. Zrobiłem jeszcze kilka takich. Oderwałem swoje dłonie i usta od jego ciała.
- Teraz mogę wstać. - uśmiechnąłem się łobuzersko widząc zamglone oczy chłopaka. Zszedłem z łóżka, zebrałem swoje ubrania i skierowałem się w stronę łazienki.

Podniosłem się do pozycji półsiedzącej. Trzeba przyznać to był cudny początek dnia. Szybko chwyciłem swoje rzeczy i wyminąłem Kai'a tarasując drzwi do łazienki.
- Wiesz... Skoro i tak mamy mało czasu.. Po co marnować wodę i czas? Wykąpmy się razem. - uśmiechnąłem się zawadiacko i prowokacyjnie oblizałem wargę wysyłając w jego kierunku najbardziej zalotne spojrzenie na jakie było mnie stać.


- Hmm. Jestem za. Tylko jedna rzecz. Nie dam się tak łatwo. - wyszczerzyłem się lekko w jego kierunku i ruszyłem za nim w stronę prysznica.


Obaj położyliśmy ubrania na boku i weszliśmy do kabiny zamykając drzwi. Chwyciłem żel po czym delikatnie rozprowadziłem go na ciele partnera. Niby zwykła kąpiel, a ile może przynieść radości...

Kai odchylił głowę do tyłu, a ja delikatnie musnąłem jego szyję wywołując u niego dreszcze. Uśmiechnąłem się przelotnie. Spłukałem z niego całą pianę po czym wcisnąłem mu do ręki żel po prysznic. Chwycił go i zaczął mnie nim smarować. Po chwili wybuchnąłem szaleńczym śmiechem gdy zaczął mnie łaskotać.
- K..Kai przestań! - wydyszałem i złapałem z trudem jego nadgarstki.
- Mam ci oddać? - spytałem.
- Ja nie mam łaskotek. - odparł pewnie.
- No to się przekonamy. - powiedziałem i zacząłem przeszukiwać każdy milimetr jego ciała w poszukiwaniu owego wrażliwego miejsca.


Poczułem jak jego dłonie błądzą po moich bokach szukając miejsca, w które mógłby mnie połaskotać. Byłem pewien że nie znajdzie takowego dopóki nie poczułem że jego palce przyciskają lekko miejsce pomiędzy moimi żebrami. Zacisnąłem zęby starając się nie roześmiać ale nie mogłem powstrzymać tego, że moje oczy zaszły ze śmiechu łzami. Po chwili w końcu wybuchłem niepohamowanym śmiechem.


- Znalazłem! - powiedziałem i z triumfalnym uśmiechem drażniłem miejsce, którego dotykanie powodowało śmiech u młodszego. Po chwili męki dałem mu odpocząć. 
- A byłeś pewny, że nie znajdę. Zapamiętaj jedno Kim Jong Inie. Te palce jeszcze nie raz wywołają u ciebie mnóstwo doznań i przyjemności. - uśmiechnąłem się znacząco patrząc w jego piwne oczy.


Boże. Jak taki diabełek może wyglądać tak niewinnie? Słysząc jego słowa zapiekły mnie policzki. No cóż, on był jedynym który do tej pory potrafił mnie zawstydzić kilkoma słowami... Przełamałem się. Pogładziłem dłonią jego brzuch.

- Wiesz... To samo tyczy się ciebie... Nie każdy ma szczęście oglądać nago tak wspaniałe ciało jak moje, a co dopiero dotykać - zażartowałem. Dałem mu buziaka w policzek.
- Mamy mało czasu. - wyszeptałem mu do ucha.

- Wspaniałe? Ono jest idealne. - zmierzyłem go wzrokiem zawieszając go na chwilę na męskości chłopaka. Podniosłem wzrok na jego twarz i zachęcająco oblizałem wargi. Złapałem go za szyję i przyciągnąłem do siebie. Pocałowałem go od razu włączając do tego język. Oderwaliśmy się żeby zaczerpnąć powietrza.
- Wiem, że mamy go mało, ale co ty na szybki numerek na dobry początek? - powiedziałem najbardziej pociągającym głosem jaki potrafiłem z siebie wydobyć.


Słysząc jego propozycję moje skrępowanie zniknęło.

- Mmm... Kuszące. Widzę, że ktoś tu jest - podszedłem do niego. - niewyżyty. - ścisnąłem jego członka. Uśmiechnąłem się słysząc jego krótki, ale donośny jęk. Zamknąłem jego usta swoimi. Takie słodkie usta... Zacząłem napierać na niego tak, że po chwili był przyparty do ściany, a nasze erekcje ocierały się o siebie. Co chwila mruczał mi do ust z przyjemności. Mhm. Chyba moim nowym ulubionym zajęciem będzie doprowadzanie go do tego stanu. Poczułem jak mnie obejmuje i przyciska do siebie jeszcze mocniej. Poczułem jego dłonie na swoich pośladkach. Zaczął jakby ponaglająco ocierać się o moje podbrzusze. No cóż. Nie miał szczęścia bo dzisiaj miałem ochotę troszkę go pomęczyć.

Doprowadzał mnie do szału samym dotykiem. A co by było gdyby...? Gdyby on...
- Kai... Mam do ciebie prośbę. Pieprz mnie tak mocno jak tylko potrafisz. - spojrzałem na niego wyzywająco. 
Odwróciłem się tyłem i wypiąłem pośladki ocierając się o jego członka.


Ludzie. Nie wiem czemu, ale poczułem jakby skoczyła mi adrenalina, jakby nagle moje serce zaczęło działać na pełnych obrotach. Chyba jeszcze nigdy, moja głowa nie była aż tak gęsto wypełniona brudnymi scenami. I te jego piękne, kształtne, jędrne... Nie dam rady. Bez żadnego ostrzeżenia wbiłem się w niego do samego końca. Usłyszałem jego okrzyk euforii. Czyli trafiłem prosto w jego słaby punkt... Zacząłem poruszać się w nim. Na początku wolno by sprawić by sam upomniał się o więcej. Ale gdy zaczął sam przyspieszać tempa jednocześnie błagając mnie o to, żebym się z nim tak nie bawił tym swoim seksownym głosem nie wytrzymałem i zacząłem nabierać prędkości. Był zajebiście ciasny, a do tego jeszcze co chwilę spinał mięśnie. Jego wnętrze było tak przyjemnie ciepłe. Czułem się cudownie. Bez opamiętania wbijałem się w niego jednocześnie ręką pocierając jego członka. Towarzyszyły temu nasze głośne jęki. Czułem że długo już nie wytrzymam. Moje podniecenie jeszcze bardziej wzrastało pod wpływem tych wszystkich "Więcej Kai, mocniej! Jong In szybciej!" Taemina.


Nie potrafiłem już wytrzymać. Darłem się wniebogłosy błagając go o więcej. Niedługo po tym moim ciałem wstrząsnęła fala rozkoszy. Po chwili doszedł też Jong In rozlewając we mnie przyjemne ciepło. Podniósł rękę, którą mu ubrudziłem i przyłożył ją do ust po czym zlizał z niej białą substancję. Gdy chciałem się odwrócić zdałem sobie sprawę, że nadal ze mnie nie wyszedł.
- Już skończyłeś, wyłaź. - zaśmiałem się.
- A może jednak nie? - rzucił mi jeden z tych swoich seksownych uśmiechów po którym wykonał zdecydowane pchnięcie. Wygiąłem się do tyłu czując przyjemność jaką sprawił mi ten jeden ruch. Wyszedł ze mnie w końcu. Po wszystkim wzięliśmy na prawdę szybki prysznic i migiem się ubraliśmy.


Droga do wytwórni i trening minął nam dosyć zwyczajnie. Chociaż szczerze powiedziawszy dzięki mojemu kochanemu rudzielcowi byłem niezwykle odprężony i rozbudzony więc trenowanie szło mi jeszcze lepiej I z tego co widziałem to jemu też. Praktycznie nic się nie zmieniło (pomijając skryte całowanie się w łazience). Zbliżał się koniec naszej pracy. A wraz z tym mieliśmy razem iść do mojego domu. Kiedy tylko miałem okazję starałem się przekonać Taemina do tego, żeby ze mną nie szedł ale był na tyle uparty, że w końcu się poddałem. Pożegnaliśmy się z trenerem, wzięliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z budynku.


Ile razy próbował wybić mi z głowy pomysł pójścia z nim TAM? Po jakimś dziesiątym razie przestałem liczyć. Postawiłem na swoim. Poddał się wiedząc, że nie uda mu się mnie przekonać. Sam jednak się bałem ale cóż. Żyje się raz, a ja żyję dla niego. Ruszyliśmy w stronę jego "domu". Aż się dziwię, że nadal nazywał tak to miejsce. Do domu powinno się wracać z radością i poczuciem bezpieczeństwa. A Jong In? Wracał tam bo kochał matkę. Nie był ani szczęśliwy, ani nie czuł się tam bezpieczny. Tam nie było nic co mogłoby przypominać dom. Smród alkoholu od którego kręciło się w głowie i dym od papierosów drażniący oczy i nos. Jednym słowem masakra. Kochałem Jong Ina i nie chciałem żeby tak cierpiał z jej powodu..


Po drodze do mojego domu zaszliśmy do sklepu żebym mógł jako tako zaopatrzyć lodówkę. Wyszedłem obładowany torbami. Tae oczywiście chciał nieść to za mnie lecz tym razem dałem radę się mu postawić. Stanęliśmy przed drzwiami. Podałem rudzielcowi jedną z toreb, wyjąłem z kieszeni klucze i wziąłem głęboki oddech. Poczułem jak Taemin lekko ugniata mięśnie na moich barkach. Posłałem w jego kierunku wymuszony uśmiech. Otworzyłem drzwi najciszej jak tylko mogłem. Złapałem starszego za rękę i ruszyłem w stronę kuchni. Widziałem jak krzywił się czując zapach papierosów. Zgaduję że nigdy jeszcze nie przebywał w pomieszczeniu w którym byłoby go aż tak czuć. Otworzyłem lodówkę i zacząłem po cichu wkładać do niej większość rzeczy z toreb. Resztę umiejscowiłem na stole kuchennym. Wciąż trzymając go za rękę wyszedłem z pomieszczenia. Usłyszałem zachrypnięty głos mojej matki.

- No i gdzie ty się szlajałeś, co!? - spojrzała na mnie, a następnie na Taemina i nasze splecione dłonie - Aaa. Pewnie pieprzyłeś tą dziwkę taak? - zacisnąłem zęby.
- Nie nazywaj go tak. - wycedziłem.

- Dzień Dobry. - odezwałem się patrząc pewnie na kobietę przede mną.
- T-to chłopak? - wyjąkała łapiąc się futryny drzwi.
- Tak, jestem chłopakiem czy to aż tak dziwne?


- Wiedziałam że jesteś pojebany. Ale nie myślałam że jesteś pedałem! - kobieta zaśmiała się - Miałam rację gdy mówiłam że nie jesteś moim synem! Mój syn nie mógłby być jakimś pieprzonym gejem!

Spuściłem głowę. Znowu to samo. Ale czego ja miałem się spodziewać? Cóż, nadzieja matką głupich... Poczułem jak ktoś pociągnął mnie mocno za włosy.

Zauważyłem jak jednym ruchem łapie go za włosy i zaczyna szarpać. Złapałem jej rękę.
- Niech go pani puści. Natychmiast.
- Bo co mi zrobisz pierdolony gówniarzu? - zaśmiała mi się w twarz.
- Proszę go puścić. To go boli. - moje oczy zaszły łzami widząc jak cierpi. Nie wytrzymałem i ścisnąłem jej nadgarstek. Syknęła z bólu i puściła jego włosy rozmazowywując bolące miejsce. 
- Jonginnie.. wszystko w porządku? - spytałem gorączkowo.
- Spokojnie. Nic mi nie jest. 
- Przytuliłem go, a poźniej cmoknąłem go w policzek. Spojrzałem w oczy tej kobiecie pozbawionej serca.
- Kocham go i nie pozwolę krzywdzić jeszcze bardziej. 
- Kai zaufaj mi i nie odzywaj się teraz. - wyszeptałem mu do ucha. - Albo pani zacznie go traktować tak, jak na matkę przystało albo już nigdy go pani nie zobaczy. - powiedziałem z lekkim uśmieszkiem.
- Czy ty mi grozisz? - zaśmiała się.
- Nie, składam obietnicę. - kpiący uśmiech nie schodził mi z ust.


Cofnąłem się. Patrzyłem jak moja matka i Taemin mierzą się wzrokiem.

- Skoro nie docenia pani tak cudownej osoby jaką jest Jong In, zamierzam go pani podkraść. - widziałem jak kącik jego ust unosi się. W tej chwili czułem się jak jakieś dziecko. Nie wiedziałem co zrobić, co powiedzieć. Po prostu nerwowo przenosiłem swój wzrok z jednej twarzy na drugą czekając na dalszy ciąg wydarzeń. Ujrzałem błysk w oczach kobiety. Ruszyła leniwym krokiem w stronę mojego ukochanego. 


Podeszła do mnie. Spojrzała mi prosto w oczy.
- A więc chcesz mi zabrać syna?
- Przecież wcześniej twierdziła pani, że to nie jest pani syn. - znów uniosłem kąciki ust do góry.
Wymierzyła mi solidny policzek. Zabolało. Odwróciłem twarz i nadal patrzyłem na nią pewnym wzrokiem. Złapałem Kai'a za rękę.
- Chodź. Nic tu po nas. Widać, że nie zależy jej na synu i woli zniszczyć sobie życie do końca. Jeśli zechce to zadzwoni.

 Taemin wyciągnął mnie za rękę z domu. Oszołomiony tymi wszystkimi wydarzeniami dałem mu się prowadzić do jego mieszkania. Gdy tylko tam doszliśmy otrząsnąłem się i chwyciłem jego twarz w dłonie. Obejrzałem jego zaczerwieniony, lekko opuchnięty policzek. Co jak co, ale moja matka uderzenie miała mocne. O czym nie raz się przekonałem... Wziąłem chusteczkę i zamoczyłem ją w lodowatej wodzie. Przyłożyłem ją w miejscu uderzenia.

- Mocno boli? - spytałem przypatrując się twarzy Taemina próbując doszukać się jakichkolwiek innych obrażeń. Wolałem się upewnić.
- Baaardzo. Ale jeśli pocałujesz może przestanie. - uśmiechnął się łobuzersko. Westchnąłem.
- Ehh... Lepiej byłoby gdybym poszedł tam sam.

- Gdybyś poszedł tam sam to pewnie ty byś oberwał. Przynajmniej trochę fizycznego bólu ci oszczędziłem. To jak z tym buziakiem? Chyba chcesz żeby nie bolało prawda? - lekko się uśmiechnąłem i przysunąłem do niego.


- A idź. Ty tylko o jednym. Chyba powinienem zafundować ci tymczasowy celibat. - Powiedziałem, cmoknąłem go w policzek i poszedłem do kuchni zrobić sobie kawę.


- Kaaaaaai. - krzyknąłem w jego kierunku nim zniknął w kuchni.
- Tak?
- To nie moja wina, że tak mnie pociągasz i mógłbym się z tobą kochać bez końca. - rzuciłem mu szeroki uśmiech.


- No cóż, nie poznałem jeszcze osoby której bym nie pociągał - Wystawiłem język w jego kierunku i zaśmiałem się. Wstawiłem wodę i nasypałem kawy do kubka. Ludzie. Dopiero co z nim rozmawiałem a zapomniałem się go spytać...

- Pijesz kawę czy herbatę?

- Też chcę kawyy. Ale z mlekiem. Takiej dobrej. - uśmiechnąłem się ciepło.


- Mhm... - wymruczałem. Zalałem obie kawy. Do kawy Taemina dodałem mleka, tak jak prosił. Ja preferowałem czarną, bez żadnych dodatków.

Wziąłem gotowe napoje i zaniosłem do salonu. Postawiłem na stoliku i zmierzwiłem czuprynę starszego na co odpowiedział mi uśmiechem. Leniwie położył głowę na moich kolanach, a ja zacząłem gładzić jego puszyste włosy.

Ułożyłem wygodnie głowę na jego kolanach.

- Nie za wygodnie ci? - zaśmiał się.
- Niee, jest idealnie. - powiedziałem ziewając. - Śpiący jesteem. Kaaaaaai. Jak zasnę to zaniesiesz mnie do łóżkaaaa? Proooooszę. - zrobiłem maślane oczka i minę zbitego psa.

- Nie boisz się, że cię wykorzystam podczas snu? - uśmiechnąłem się szatańsko bawiąc rudym loczkiem. Spojrzałem mu w oczy.


- Ty? Prędzej ja ciebie. I to lunatykując skarbie. - spojrzałem pewnie unosząc uwodzicielsko kąciki ust.


Spojrzałem na jego usta. Następnie na jego oczy. Celowo zacząłem wodzić dłonią po jego klatce piersiowej i brzuchu.

- No dobraa. To śpij.

Jego dotyk sprawiał mi wielką przyjemność. - Wiesz... jak mnie będziesz tak obmacywał to raczej nie zasnę. - spojrzałem na niego

 - Ty to nazywasz obmacywaniem? Ja po prostu staram się ułatwić ci zaśnięcie. No ale skoro ci się to nie podoba... - zacząłem cofać swoją rękę.


Złapałem jego dłoń.

- A czy ja powiedziałem, że mi się to nie podoba? Wręcz przeciwnie. Ale jeszcze coś. Nachyl się to coś ci powiem.

- Ale przecież jesteśmy tu sami. Nie musisz szeptać


- Wiem, ale to ma być nasza tajemnica. - uśmiechnąłem się.


Westchnąłem lekko. Ach te jego pomysły... Nachyliłem lekko swoją twarz w jego kierunku.


Złapałem go szybko za szyję i przyciągnąłem do siebie łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Rozsunąłem jego wargi wchodząc do środka językiem, a dłoń wplatając we włosy. Szybko odwzajemnił pocałunek, sprawiając mi tym jeszcze większą satysfakcję. Oderwaliśmy się żeby zaczerpnąć powietrza. Przysunąłem usta do jego ucha.
- Kocham cię i nigdy nikomu nie oddam. - wyszeptałem zmysłowo. Puściłem jego szyję i powtórnie rozłożyłem się na jego kolanach zamykając oczy.
- Teraz mogę iść spać. - na moją twarz wstąpił szczery uśmiech zadowolenia.


- Cóż, a ja nie zamierzam nigdy nawet myśleć o opuszczeniu ciebie... - złożyłem pocałunek na jego czole. Odruchowo zacząłem nucić jakąś kołysankę. Powoli gładziłem włosy mojego ukochanego. Przymknąłem lekko oczy wpadając w melancholię.


Otworzyłem oczy. Jestem w pokoju? Odruchowo spojrzałem w bok szukając kogoś. Nie było go... - Kai? - odezwałem się zachrypniętym głosem i rozejrzałem po pomieszczeniu. Cisza. Gdzie go wywiało? I tak wogóle, jak ja się tu znalazłem? Pewnie mnie przyniósł. - uśmiechnąłem się na samą myśl o tym, że targał mnie na górę. Wstałem z łóżka i poczłapałem na dół. Zauważyłem zapalone światło w kuchni. Podszedłem na paluszkach do drzwi. Otworzyłem drzwi i wlazłem do środka. Mój ukochany siedział przy stole trzymając w dłoniach kubek z parującym napojem. 
- Kaaaaai. Co tu robiisz? Było mi zimno i nie miałem się do kogo przytuuulić. - wyjąłem kubek z jego dłoni i odstawiłem na stół po czym usiadłem mu na kolanach wtulając się w niego i rozkoszując jego zapachem. Po chwili oderwałem głowę i spojrzałem w jego oczy.
- Jonginnie.. Co jest? - położyłem dłoń na jego policzku i pogładziłem go.


- Taemin. Gdzie jest mój plecak?... - nabrałem z trudem powietrza.
- Leży w moim pokoju, a co? Stało się coś?
- Niee... Nic takiego. Proszę. Przynieś mi go jak najszybciej możesz.

Zapewne wyglądałem okropnie. Czułem, jakby ktoś pocierał ścianki mojego gardła rozgrzanym żelazem. Nie mogłem dłużej wytrzymać. Rudowłosy spojrzał na mnie z niepokojem i zgodnie z moją prośbą ruszył na górę. Po chwili trzymałem już w dłoniach swój małych rozmiarów plecaczek. Wyjąłem z niego pudełko w którym znajdowały się strzykawki z narkotykiem.
- Kochanie. Błagam cię odejdź. Nie patrz na to. Nie patrz teraz na mnie... - powiedziałem zsuwając się z krzesła i opadając kolanami na podłogę. Wyjąłem z opakowania jedną ze strzykawek.

- Kaai. Wiem, że musisz. Może to dziwne ale rozumiem to. Nie odejdę. Zostanę przy tobie. Choćbym miał cierpieć nie wyjdę. Nigdy cię nie zostawię. A teraz zrób to co musisz.


Spojrzałem na niego pełnymi strachu oczami. Naprawdę nie chciałem żeby widział co się ze mną dzieje, ale nie miałem siły na to by teraz się z nim kłócić. Przybliżyłem igłę do skóry. Jeszcze raz wbiłem w niego swój wzrok. - Przepraszam. - szepnąłem i po chwili szkodliwa substancja już wędrowała moimi żyłami. Straciłem świadomość.


Spojrzałem przerażony w jego kierunku. Zemdlał?- Kai! - podbiegłem i potrząsnąłem chłopakiem. Zero reakcji pustka. Sprawdziłem oddech oraz puls. Nieco przyśpieszone ale żył. Wziąłem go na ręce i z trudem przeniosłem na łóżko. Nie spałem resztę nocy czekając aż się ocknie. W pewnym momencie poruszył się i lekko uchylił oczy.

- Kai? Kai powiedz coś! Kai proszę! - mówiłem gorączkowo.

Ujrzałem najpiękniejszy widok jakikolwiek widziałem. Czterech pięknych Taeminów, każdy w innym kolorze tęczy... Ten żółty wydawał się być taki realny... Wyciągnąłem swoje ramiona w jego kierunku. I opadłem na niego przytykając swoje wargi do jego ust. Zacząłem się śmiać.

- Mniaaaam.... - mruknąłem odrywając się od niego. Liznąłem jego szyję. Taki pyszny, czekoladowy smak...

Poczułem jego ciepły język na swojej szyi.
- Kochaj się ze mną czekoladko... - wyszeptał mi do ucha.
- Nie, poczekam aż narkotyk przestanie działać. Wolę się kochać gdy będziesz w pełni kontaktował żeby móc słuchać twoich jęków. - wymruczałem. Pogładziłem go po policzku i położyłem się obok niego. Objąłem go od tyłu w pasie i przytuliłem się do niego.
- A teraz zaśnij mój skarbie.. - wyszeptałem gładząc jego puszyste włosy.


Hej! Jak on mógł się mi oprzeć!? Jak!? Kiedyś tego pożału.... Ooo! On mnie głaska po włoskach! Jak faajniee.. Ej! Czemu nagle zaczyna robić się ciemno!? Kolorki wracajcie! Oo! Tęczowe misie. No i zasnąłem... Głupie, zdradliwe żelki...


Obudziło mnie poranne słońce, które dobijało się przez okno. Jednak nie obudziło Kai'a który spał kamiennym snem z lekkim uśmiechem na twarzy. Pogłaskałem jego policzek i wstałem. Cichutko przemieściłem się do szafy. Wziąłem czyste ubrania i ruszyłem w stronę łazienki. Po drodze zahaczył nogą o stolik. Syknąłem z bólu i zakląłem pod nosem. Wziąłem szybki prysznic i z mokrymi włosami zszedłem do kuchni. Spojrzałem na zegarek. Była za piętnaście jedenasta. Można powiedzieć, że w końcu trochę odespałem nie licząc nocnej akcji Jong In'a. Po chwili obiekt moich rozmyślań pojawił się w drzwiach. Chwiejnym krokiem podszedł do krzesła po czym opadł na nie jak worek. Spuścił głowę i wplótł palce we włosy.

- Przepraszam. - wychrypiał.
Spojrzałem zdziwiony. Za co on przeprasza? Wstałem i zrobiłem mu gorącą kawę. Podałem mu napój, który wypił z wyraźną ochotą. Lekko się rozbudził.- Za co mnie przepraszasz? - spytałem siadając obok niego i obejmując ramieniem

- Za to że musisz przebywać z takim ćpunem jak ja... - powiedziałem z nieukrywaną złością i kpiną w stosunku do samego siebie. Jak ja mogłem tak przy nim...? I ciekawe co odwalałem na haju...


- Wiesz, że cię kocham Kai.. Nie masz za co przepraszać. Nie zrobiłeś nic głupiego. Chociaż... - na moją twarz wstąpił lekki uśmieszek.


Zwróciłem swój wzrok na niego z nieukrywanym strachem w oczach. Chwila. Czemu on się uśmiechał!? No nie mówcie mi że ja pod wpływem z nim ten tego... Zaczerwieniłem się od razu na myśl. Złapałem go lekko za ramiona i  mu w oczy. - Chociaż co? Powiedz.


- No wiesz.. nie wiem czy ci powiedzieć. Zmuś mnie. - uśmiechnąłem się prowokacyjnie.


- Taemin błagam cię. Zaczynam się bać. - powiedziałem. - Bądź grzeczny i powiedz.

Czułem się jakbym pouczał dziecko. Ale było to zbyt sprzeczne z moimi myślami, bo przecież pedofilem nie jestem...

- Nie lubię być grzeczny. - powiedziałem i przejechałem palcem po jego twarzy, a później całując nos


- Wiesz, zdołałem się już. przekonać... - bez żadnego zbędnego gadania wbiłem się w jego usta. Rozchyliłem jego wargi wsuwając w nie swój język. Unikając kontaktu z jego językiem zacząłem jeździć swoim po jego zębach, policzkach i podniebieniu lecz nagle poczułem że chwyta go i zamyka w uścisku. Powoli rozpoczął się namiętny taniec. Nie walka o dominację, bo nie o to w tej chwili chodziło. Zaczęło brakować mi powietrza więc się od niego oderwałem. Spojrzałem z uwielbieniem na jego malinowe usta.

- A teraz... Będziesz grzeczny?

- Hmm... Mam ci powiedzieć tak? -spytałem.


- Cóż. To zależy od ciebie. No chyba, że nie lubisz takich pocałunków - uśmiechnąłem się do niego lekko.


- No więc.. Pozwól, że zacytuję: "Kochaj się ze mną!" - cytowałem naśladując Kai'a po czym uśmiechnąłem się do niego.


Opadła mi szczęka. Serio? Tak mu powiedziałem? Eeech. To jeszcze nic takiego. No jakbym powiedział to komuś innemu to nie byłoby zbyt ciekawie, ale Taeminowi?

- No słodziaku, to za bycie takim niegrzecznym i szantażowanie mnie jestem zmuszony ci odmówić. - wystawiłem język.

- Odmówić? Mnie? Jesteś tego pewien? - spytałem nachalnie wpatrując się w jego oczy.


Specjalnie oblizałem dolną wargę. - Jestem bardzo tego pewien. - zagryzłem ją.


- Okej. Sam tego chciałeś. - wstałem z krzesła i podreptałem do łazienki. Po drodze wstąpiłem do pokoju wziąc ubrania na zmianę. Wysuszyłem włosy i lekko potraktowałem je karbownicą. Założyłem do tego czarne, obcisłe wytarte rurki, a do tego czerwoną koszulę w kratę. Założyłem kolczyki w kształcie gwiazdek koloru czarnego. Na rękę założyłem kilka dodatków. Użyłem dezodorantu. Sprawdzając efekt końcowy byłem z siebie dumny. Ponownie zszedłem do kuchni i specjalnie ruszając biodrami przeszedłem obok Kai'a, który na mój widok wytrzeszczył oczy. Wyciągnąłem mleko bananowe i napiłem się. Spojrzałem na niego. - No co? - spytałem z przekąsem. - Pierwszy raz mnie widzisz?


- Niee. Ale powiem ci, że jestem zazdrosny jak myślę o tych wszystkich ludziach którzy będą się gapić na twój seksowny tyłek w tych rurkach. - znowu wystawiłem język. Ruszyłem szybko do pokoju. Zajrzałem do swoich rzeczy. No brawo Kai. Wziąłeś więcej spodni niż bluzek... Ale chwila. Mam pomysł. Poszedłem do łazienki, umyłem zęby i wziąłem prysznic. Specjalnie starałem się nie wytrzeć zbyt dokładnie, by po mojej klatce i plecach spływały kropelki wody. Uczesałem włosy, użyłem dezodorantu ubrałem bieliznę, spodnie i zszedłem do kuchni. - Kochanieee... - powiedziałem najbardziej pociągająco jak umiałem - pożyczysz mi jakąś bluzkę? - odwrócił się w moim kierunku na co ja uniosłem rękę umieszczając ją z tyłu mojej głowy dając mu lepszy widok.


Spojrzałem na niego, a moje źrenice automatycznie się rozszerzyły. To teraz bawimy się kto nie wytrzyma? Oj Kai nie uda ci się mnie złamać tą swoją idealną klatą. 
- Pewnie. Wybierz sobie jakąś. - pozostawałem obojętny na widok przede mną.


Widziałem w jego oczach że prawie się złamał! Tak mało brakowało! No cóż... Podszedłem do niego i ułożyłem swoje dłonie na jego biodrach. Głowę ułożyłem mu na ramieniu. - Ale kotkuu... Za krótko tu jestem żeby wiedzieć gdzie trzymasz ciuchy. A nie jestem zwolennikiem grzebania po czyichś szafach... - wymruczałem mu prosto do ucha.

Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Prowokował mnie, a wcześniej sam nie chciał.
- Chodź. - powiedziałem sucho strącając jego dłonie ze swoich bioder i skierowałem się w stronę sypialni.


Już blisko! Zadrżał! Autentycznie to poczułem! Jeszcze tylko trochę a nie wytrzyma i rzuci się na mnie! Dobra. Podążyłem za nim w stronę pokoju. Wszedłem za nim i celowo w miarę głośną zamknąłem drzwi. Ruszył w kierunku jednej z szaf, a ja za nim.

Idąc zmysłowo poruszałem biodrami. Czułem jego wzrok na sobie co sprawiało mi satysfakcję. Podszedłem do szafy i otworzyłem ją. Schyliłem się aby wyjąć jedną z koszulek. Nagle poczułem jego dłoń na pośladku. Odwróciłem się i ze złością odepchnąłem go.
- Przestań w końcu! - wydarłem się na niego i opuściłem pomieszczenie trzaskając drzwiami.

Szczerze... To było dramatyczne. Ale ja i tak nie mogłem powstrzymać się od chichotu. Sfrustrowany Tae... Ale dobra, skoro nie to będę się trzymał od niego z daleka. Jestem baaardzo cierpliwy. Chwyciłem koszulkę, którą Tae przed chwilą rzucił na ziemię. Nałożyłem ją i starając się nie uśmiechać zszedłem na dół i chwyciłem swój plecaczek.
- Taemin nie wiem jak ty, ale ja już wychodzę!

Pędem pobiegłem do łazienki i zatrzasnąłem za sobą drzwi. 
- A JA NIE ZAMIERZAM WYCHODZIĆ GDZIEKOLWIEK! - wydarłem się tłumiąc płacz do zamkniętych drzwi. Opadłem bezsilnie na podłogę. Sam nie wiem dlaczego tak zareagowałem. Czułem się.. No właśnie.. Jaki? Bezsilny? Może mu się znudziłem? Muszę jakoś odreagować. Muszę się pozbyć tej złości. Z trudem podniosłem się z kafelków i ruszyłem w stronę szafki nad umywalką. Sięgnąłem po małe pudełeczko z którego wyjąłem małe, błyszczące ostrze. Wziąłem owy przedmiot do rąk i chwiejnym krokiem podszedłem do kabiny prysznicowej. Opadłem na kolana. Podwinąłem rękawy koszuli i drżącą dłonią zacząłem rysować kreski ponad nadgarstkiem. Nie chciałem się zabić. A...a może chciałem? Byłem wściekły jak nigdy.. Na moją twarz wpełzł szalony uśmiech. Ból mieszał się z euforią. Chciałem to wziąż czuć. Bez chwili namysłu zacząłem kreślić krwawe linie na drugiej ręce. Tym razem nie były to bezmyślne kreski. Układały się w słowo, a konkretnie imię. 
Smugi krwi spływały wprost do śnieżnobiałej kabiny. Uśmiechnąłem się widząc na swojej ręce krwawe "Kai". Po chwili poczułem jak pomieszczenie wokół mnie zaczyna się kręcić. Odpłynąłem. 

Usłyszałem jego krzyk. Czyżbym przesadził? Zauważyłem jak wbiega do łazienki. Wszedłem do środka. Wbiło mnie w ziemię. Opadłem na kolana obok ciała Taemina. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Złapałem za jego zakrwawiony nadgarstek. Wciąż czułem puls. Wtedy mój wzrok zarejestrował jedną, straszną rzecz, której miałem już nigdy nie zapomnieć. Moje imię. Moje własne imię stworzone z krwi Taemina. Wytrzeszczyłem oczy. Starając się myśleć racjonalnie wyjąłem z kieszeni komórkę i zadzwoniłem na pogotowie. Podałem adres, powiedziałem co się stało i jak tylko się rozłączyłem rzuciłem telefon na ziemię. Wsunąłem swoje dłonie pod ciało rudowłosego. Przytuliłem go do siebie. Moja wina. Nie powinienem żyć. Dlaczego zawsze wszystko psuję?
- Taemin... Błagam cię... Tylko nie odchodź... - wtuliłem głowę w jego ramię. Usłyszałem dźwięk syreny karetki. Po chwili do mieszkania wpadli sanitariusze. Chcieli wziąć rudowłosego na ręce, lecz nie pozwoliłem im. Sam zaniosłem go do samochodu i położyłem na noszach. Pojechałem z nimi do szpitala. Zawieźli go do jakiejś sali. Nie pozwolili mi wejść więc po prostu oszołomiony opadłem na jedno z krzeseł stojących przy wejściu do pomieszczenia w którym obecnie przebywał obiekt mojego uzależnienia. Nie mogłem sobie tego wybaczyć. Wiedziałem, że w końcu coś zepsuję. Ale.. Czemu tak szybko? Znienawidziłem siebie jeszcze bardziej. Nie zasługiwałem na kogoś takiego jak on. Moje rozmyślania przerwał mężczyzna który wyszedł z sali.
- Pan jest tym, który przyjechał z panem Lee Taeminem? - zwrócił się do mnie.
- Tak, co z nim? - zerwałem się z miejsca podchodząc do człowieka.
- Pacjentowi nic nie grozi. Na całe szczęście nie stracił dużo krwi dzięki pana szybkiej reakcji. - widziałem, że chciał mnie zapytać o imię, które Taemin miał wyryte na swojej ręce. Nie miałem zamiaru tłumaczyć się obcej osobie.
- Czy mogę wejść? - spytałem patrząc lekarzowi w oczy.
- Tak, ale proszę nie starać się obudzić pacjenta. Musi odpocząć. - odparł.
- Rozumiem... - skierowałem się wgłąb białego pomieszczenia. Na szpitalnym łóżku leżał on. Cały czas w jednej, równej pozycji z miarowo poruszającą się klatką piersiową. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza którą szybko starłem. Nie mogłem zostać zbyt długo. Nie chciałem utrudniać sobie odejścia. Złapałem go za dłoń. Była tak przyjemnie ciepła... Schyliłem się i ucałowałem po kolei jego czoło, nos, policzki oraz usta. Odrywając się od niego zobaczyłem jak porusza się niespokojnie. Zmierzwiłem lekko jego włosy i z trudem puściłem jego dłoń.
- Żegnaj, Taemin. - ruszyłem w stronę drzwi.



TO NIE JEST KONIEC TEGO OPOWIADANIA! Prosimy o komentarze aby mieć motywację do pisania kolejnej części. EXO HWAITING!

środa, 24 lipca 2013

Z życia wzięte 3

 Rozdział krótki ale nadrobimy  w czwartym. Obiecujemy! Zapraszamy do czytania!

Taemin - Pomarańczowy (Yumi - Lee Taemin)
Kai - Zielony (Nami - ja)


W wytwórni dostaliśmy niezły opieprz od managera za spóźnienie. Ale cóż, pogadał chwilę i się odczepił. Naszą jedyną "karą" był musiałem przyznać niezły wycisk na treningu. Tae rzucał mi ukradkowe spojrzenia których ja unikałem jak ognia. Było mi wstyd tego, co z nim zrobiłem, ale jednocześnie na myśl o pocałunkach ogarniało mnie szczęście. Potem głowę zaczęły mi zaprzątać myśli o tym, co by się stało gdyby manager nie zadzwonił. O mój Boże. Było mi gorąco jak nigdy. Starałem się jakoś pozbyć tych wszystkich fantazji ale one jakby utknęły w moim umyśle. Do tego jeszcze rudzielec nieświadomie co raz męczył mnie tym swoim piekielnie seksownym oblizywaniem ust i innymi takimi... Aaah. Tak mi było wstyd. Chyba już nigdy nie dam rady spojrzeć mu w oczy. Ale on nie wyglądał tak jakby się tym martwił. Ani trochę. Był taki beztroski, piękny, a jego kocie ruchy... STOP! Nie mogę. Muszę po treningu jak najszybciej się zwinąć. Trener pożegnał się z nami. Pognałem do przebieralni by jak najszybciej zmienić ubrania. Już zdjąłem koszulkę.

Przez cały trening unikał mojego wzroku. Nie chciałem żeby mi uciekł, więc stanąłem pod przebieralnią opierając się o nią. Usłyszałem ciche przekleństwo, gdy się uderzył. Wyszedł, a ja natychmiast złapałem go za rękę. Próbował się uwolnić ale mój uścisk był mocny. Spuścił wzrok jak tylko stanąłem naprzeciw niego. Patrzył wszędzie ale nie na mnie. Złapałem jego twarz w dłonie.
- Kai do jasnej cholery spójrz na mnie.
Rzucił mi krótkie spojrzenie i znów spuścił wzrok.
- Idziemy do mnie. Czy tego chcesz czy nie. - powiedziałem stanowczo i wyciągnąłem go za sobą.


Próbowałem wyciągnąć swoją dłoń z jego uścisku. Nawet nie zauważyłem gdy doszliśmy do jego domu. Zaczął otwierać drzwi kluczem. Jedną ręką! Pomyślałem, że teraz jest moja szansa. Zacząłem się jeszcze bardziej szarpać ale nic to nie dało. Ludzie, ile on ma siły!? Wpakował mnie do mieszkania, zamknął za sobą drzwi i nim się obejrzałem przyszpilił mnie do ściany patrząc mi w oczy


- Nie rozumiem cię Kai. Chciałbym ale nie potrafię. Gdy cię pocałowałem odwzajemniłeś to, a na treningu cały czas unikałeś mojego wzroku. - powiedziałem. - O co chodzi? - przybliżyłem swoją twarz do jego tak blisko, że dzieliły je góra dwa centymetry.


Zacząłem się lekko trząść czując jego bliskość. Nie widziałem żadnego wyjścia z tej sytuacji. Starałem się nie patrzeć na niego. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. Było mi gorąco jak w piekle.

- Nie wiem.. Nie rozumiem tego uczucia... - odwróciłem twarz w bok jednocześnie nieumyślnie odsłaniając mu swoją szyję. Chciałem zapaść się pod ziemię. Tak zawstydzony chyba jeszcze nigdy nie byłem.

Delikatnie musnąłem jego szyję. 

- Kai.. Co tu rozumieć? - spytałem obracając jego twarz i tym samym zmuszając go do spojrzenia na mnie.
- Spójrz na mnie. - podniósł wzrok. Pogładziłem jego rozgrzany policzek. - Kai... co czujesz? - spytałem patrząc na niego z uwielbieniem.

- A... A ty? - spojrzałem niepewnie w jego oczy przepełnione przeróżnymi uczuciami. Zaciekawieniem, spokojem, czułością, zmartwieniem i... Miłością? Tak. To chyba było to. Chciałem jak najszybciej upewnić się w moich domysłach. Co on czuł do mnie i.. Co ja sam do niego czułem? Byłem zagubiony, te całe uczucia są takie pogmatwane... Ale wiedziałem jedno. Zależało mi na nim. I jemu zależało na mnie. Przynajmniej to wywnioskowałem z jego zachowania. Moje spojrzenie stało się pewniejsze i bardziej natarczywe. Z zapartym tchem wyczekiwałem jego odpowiedzi.

Przytuliłem go, mocno przyciskając do siebie. Zastanawiałem się co mu odpowiedzieć. Przecież sam w końcu nie wiem jakimi uczuciami darzę tego chłopaka. Przyjaźń? Niee.. to coś znacznie silniejszego. Nagle wpadłem na pewien pomysł. Ująłem jego twarz w dłonie. Spojrzałem najczulej jak potrafiłem wprost w jego oczy.
- Chcesz wiedzieć co czuję? - spytałem.
- Tak. - odparł.
- W takim razie chodź. - złapałem go za rękę, łącząc nasze palce. Zaciągnąłem go na górę do swojego pokoju po czym popchnąłem go na łóżko. Usiadłem na nim okrakiem.
- Jesteś pewien, że mam Ci pokazać moje uczucia? - wyszeptałem mu do ucha, którego płatkiem zacząłem się bawić oczekując odpowiedzi. 

 Zaparło mi dech w piersiach. Poczułem jak całe moje ciało staje się nagle gorące jak ogień. Otworzyłem szeroko oczy słysząc szept Taemina. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Przedtem się wahałem, lecz teraz czułem, że należę do niego. Nawet nie musiałem zastanawiać się nad odpowiedzią.  
- Jestem pewien - wychrypiałem prosto do jego ucha.

Wsunąłem ręce pod jego koszulkę. Gładziłem jego tors i brzuch. Po chwili podniosłem go do siadu aby pozbyć się zbędnego materiału. Równie szybko zniknęły jego spodnie. Przyszpiliłem jego nadgarstki do łóżka całując jego szyję. Nie odrywając ust od jego rozgrzanej skóry zjechałem w dół do jego sutków. Zająłem się prawym ssąc go i lekko przygryzając, a drugi stymulowałem ręką. Ciche jęki wydobywały się z ust ciemnowłosego. Przeciągnąłem językiem aż do krańca bielizny. Zębami zacząłem poruszać gumką od bokserek. Po chwili delikatnie zsunąłem materiał. Moim oczom ukazał się pobudzony do życia członek chłopaka. Nie mogąc się powstrzymać, przejechałem językiem po całej jego długości zatrzymując się na czubku i liżąc go. Rzuciłem szybkie spojrzenie młodszemu po czym wziąłem go całego do ust. Zdziwiłem się bo był na prawdę duży. Zacząłem lekko poruszać głową, używając przy tym języka dla lepszego efektu. Do moich uszu docierały tylko przytłumione jęki. Przyśpieszyłem. Nie musiałem długo czekać aż moje usta wypełnią się białą słonawą substancją. Podniosłem się i błyskawicznie sam pozbyłem się własnych ubrań. Wsadziłem palce do ust, ssąc je. Kai spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Chyba domyślił się co chcę zrobić. Bez pytania o zgodę rozchyliłem jego nogi i przejechałem mokrym palcem po dziurce Kai'a. Po chwili wsadziłem tam palec. Czekałem aż przyzwyczai się do tego uczucia. Poczułem jak lekko się rozluźnił. Dołożyłem kolejny palec po czym zacząłem robić nożyczki w celu rozciągnięcia go. Gdy stwierdziłem, że wystarczy delikatnie wszedłem na miejsce palców. Jong In znieruchomiał a po jego policzkach pociekły łzy. Nawet nie drgnąłem dopóki sam nie dał mi znać. Nie chciałem przecież zrobić mu krzywdy. Zacząłem się lekko poruszać, a jego odbyt zaciskał się miarowo na moim członku potęgując doznania. Kilka mocnych pchnięć wyniosło nas na wyżyny przyjemności. Z radością wsłuchiwałem się w dźwięki, które wydobywały się z ust młodszego.

Uderzył prosto w moją prostatę. Nie mogąc się powstrzymać jęknąłem, a wręcz krzyknąłem z rozkoszy wtórując mojemu partnerowi. Poczułem jak jego ciepło rozlewa się w moim ciele. Jeszcze przez chwilę trwał we mnie a następnie opadł na łóżko ocierając się swoim równie gorącym jak moim ramieniem o moje. Oddychałem ciężko, bosko zmęczony. Jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze. Ułożyłem swoją głowę na klatce piersiowej starszego i wtuliłem się w niego. Teraz już byłem pewien swoich uczuć. Kochałem go jak jeszcze nikogo innego. Jakie te życie jest dziwne. Znasz kogoś od kilku dni a już żywisz do niego tak głębokie uczucia. Uśmiechnąłem się lekko poruszając głową by jak najwygodniej ją umiejscowić. Poczułem jak rudzielec całuje mnie w czubek głowy. A tak, przecież on właśnie okazał mi swoje uczucia...
- Ja też cię kocham, moja ty cudna poduszeczko... - mruknąłem cicho. On zaśmiał się i przygarnął mnie mocniej do siebie.

Nazwał mnie swoją poduszeczką. Słysząc jego słowa zaśmiałem się i pogładziłem jego policzek.
- Oj Jonginnie. Jesteś taki słodki. Zobaczysz wszystko się ułoży, a ja od teraz zawsze będę przy tobie. - złożyłem na jego ustach delikatny pocałunek, po czym przyciągnąłem go do siebie bliżej i wtuliłem twarz w jego miękkie kruczoczarne włosy.
- Kocham cię Kai i nigdy się to nie zmieni. Obiecuję ci. - wyszeptałem mu do ucha i zmęczony zamknąłem oczy z nadzieją na nowe, lepsze jutro.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Gdy dostajesz od diabła drugą szansę.

Macie tutaj taki chaotyczny, z lekka głupi niby-prolog prosto z mózgu Namiśki. Pisane o 3 w nocy(bo nigdy nie wiadomo kiedy może być przypływ weny :D) podczas słuchania wymienionej pod spodem piosenki. Czy będę to kontynuować? Zależy to od tego, czy taka fabuła was zainteresuje. Paring? Cóż, nie jestem pewna czy mam w zamiarze zrobić tu jakiś ale jeśli już to dowiecie się o nim w późniejszych częściach. A teraz nie przeciągając, zapraszam do czytania :3 


3 nad ranem. Wciąż nie mogłem zasnąć. wszystkie niedomówienia i myśli zaczęły jak czarcie demony okrążać mnie i brzmieć w moich uszach. Włożyłem do uszu słuchawki i włączyłem LC9 - Hold On. Pomagała mi zastanowić się nad swoim własnym życiem, a jednocześnie chociaż w małej części zagłuszała te wszystkie głosy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Mój wzrok spoczął na oknie. Blada jasno-ciemna, ponura jasność zwiastowała bliskie nadejście świtu. Zamyśliłem się. W mojej głowie pojawił się obraz który zastałem dzisiaj w kawiarni. Jak mogłem tego nie zauważyć? Jechał na dwa fronty, a ja byłem na tyle oślepiony tą cholerną miłością, że nawet odciąłem się od przyjaciół, którzy od początku mówili mi, że on nie jest kimś dla mnie. Zacząłem ubolewać nad samym sobą, nad swoją głupotą. Moje serce cierpiało razem ze mną rozerwane na kawałeczki. Czy jeszcze kiedykolwiek dam radę je posklejać? Jedna chwila i 3 lata zniknęły w odmętach oszustw i kłamstw. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Wtuliłem się w kołdrę. Potrzebowałem czyjegoś ciepła. Ale już nie jego. On należy do kogoś innego. Już od dawna. Nawet jeśli cały czas myślałem że ta sielanka będzie trwała wiecznie. Hah. Jak taki pechowiec jak ja mógł się łudzić że te szczęście które on mi sprawiał każdym gestem będzie trwać wiecznie? Nie wiedziałem gdzie mam się teraz zwrócić. Co ze sobą zrobić. Wiedziałem jedno, nie żałowałem nawet jednej sekundy podczas tych 3 lat. Wciąż czułem, że on był tym, czego od zawsze szukałem. Czego potrzebowałem. I nawet teraz, gdyby tylko mnie przeprosił zapewne rzuciłbym mu się z radością w ramiona. Ale to się nie stanie, prawda? Zostawił mnie. Kocha kogoś innego. Nie mnie. Byłem tylko zabawką. Te wszystkie myśli dobijały mnie. Czułem jakby całe moje wnętrze, moja dusza umierały. Moje ciało przeszedł spazm cierpienia. Boleśnie nabrałem powietrza zaciskając gardło. Wypuściłem je zanosząc się szlochem. Potem jedynie cisza. Cisza i piekące oczy. Czułem jakby wszystkie moje rzęsy jednocześnie wrzynały się w moje gałki oczne. Lecz wciąż ten ból był niczym w porównaniu z tym co teraz wewnętrznie przeżywałem. Wpadłem na idiotyczny pomysł. Czy gdybym sprawił sobie wystarczająco mocny ból fizyczny, bolące serce i zranione uczucia przestałyby mi chociaż przez chwilę doskwierać? Ruszyłem chwiejnym krokiem w stronę łazienki z szerokim, wręcz psychopatycznym uśmiechem na drżących ustach. Otworzyłem trzęsącą się ręką szafkę z kosmetykami i... Żyletkami. Chwyciłem jedno opakowanie. Wpuściłem do wanny zimnej wody tak, że była wypełniona po brzegi. Wszedłem do niej jednocześnie drżąc z powodu nagłej zmiany temperatury. Wyjąłem jedno ostrze a resztę odrzuciłem na bok. Przyglądałem się błyszczącemu, ostremu kawałkowi metalu a następnie zacisnąłem na nim lekko dłoń. Poczułem lekkie pieczenie. Już po chwili przez całą długość mojego przedramienia ciągnęła się ciemno-czerwona kreska. Uśmiechnąłem się błogo przyglądając się jej. W głowie dźwięczały mi słowa dopiero słyszanej piosenki "So beautiful, so beautiful, so beautiful..." Przybliżyłem rękę do swojej twarzy i zlizałem trochę krwi. Metaliczny smak rozlał się po wnętrzu moich ust wprawiając mnie w stan euforii. Chciałem widzieć więcej tej bordowej cieczy. Chwyciłem narzędzie splamione nią i zacząłem kreślić linie na wewnętrznej stronie mojego nadgarstka. Odchyliłem głowę z powodu cudownej mieszaniny przyjemności i bólu, którą właśnie odczuwałem. Zauważyłem iż całe moje ręce pokryte są już krwią. Chciałem już zacząć rysować czerwone linie życia na moich nogach gdy nagle moje oczy zamknęły się. Dłoń opadła a żyletka głucho odbiła się od podłogi wyłożonej błękitnymi kafelkami teraz obruszonymi ciemno czerwonymi kroplami i fantazyjnie ułożonymi krwistymi liniami pomieszanymi z wodą. A ja rozpłynąłem się w ciemności z uśmiechem na ustach.
Otworzyłem powoli oczy. Uderzyła we mnie fala gorąca. Czułem jakby skóra na całym moim ciele boleśnie spływała z moich mięśni. Otworzyłem usta, ale nie mogłem wydobyć z nich dźwięku. Moje oczy zaszły łzami, ale nie mogły spłynąć po moich policzkach. Tak sparaliżowany w niemym krzyku Dopiero teraz zauważyłem to co mnie otaczało. Krwista, pusta, falująca od gorąca czerwień. I te ogromne, czarne skrzydła, które po chwili ujawniły swojego równie mrocznego właściciela. Czy trafiłem do piekła? Tak. Na pewno. Zasłużyłem... Usłyszałem diabelski śmiech, który sprawił, że całe moje ciało przeszły dreszcze. Mimo iż było rozgrzane do czerwoności. Jakimś cudem udało mi się skupić wzrok na szatańskiej istocie. Cała w czerni. Z pewnym spojrzeniem i roztrzepanymi, czarnymi włosami. Mężczyzna pięknem powalający wszystkie kobiety które widziałem w swoim marnym życiu. Nie mogłem odgadnąć jakie uczucia kryły się w jego przenikliwych oczach koloru węgla z kilkoma złotymi plamkami. Nagle zauważyłem jak się ruszył. Wyszczerzył swoje zęby i powolnym krokiem zaczął się do mnie zbliżać. Chciałem uciekać, lecz moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Chciałem prosić go o to, by się zatrzymał, odwrócił i odszedł, lecz wciąż nie byłem zdolny by cokolwiek powiedzieć. Po prostu patrzyłem na jego postać pełnymi strachu oczami. Zaczął wyciągać swoją nienaturalnie bladą dłoń w moim kierunku. Z przerażeniem śledziłem jego poczynania. Złapał mnie za podbródek i zamknął moje usta. Następnie chwycił moje policzki i lekko je ścisnął. Przybliżył swoją twarz do mojej. Poczułem jakbym zaraz miał obrócić się w proch, jednocześnie z gorąca, które teraz odczuwałem potrójnie i jego palącego spojrzenia. Czułem jakby sięgał nim w głąb mojej duszy szukając w niej czegoś. Czego? Tego nie wiedziałem. Nawet o tym nie myślałem. Podniósł kącik swych sino-karminowych ust. Po chwili usłyszałem jego głęboki głos, który pomimo chrypki drażniącej moje uszy wydawał się nadzwyczaj aksamitny. Nazwałbym go wręcz miękkim, gładkim.
- Jeszcze masz coś do załatwienia. Czyń zemstę. Daj mu zobaczyć twoje uczucia. Niech poczuje ten ból jeszcze mocniej niż ty. - znowu przyprawiający o dreszcze śmiech wypełnił przestrzeń. Diabeł, bo nim chyba właśnie był, jeszcze raz dokładnie zlustrował moją twarz i niespodziewanie złożył na moich ustach gwałtowny pocałunek. Rozszerzyłem oczy. Poczułem, jak na miejsce nieludzkiego gorąca wstępuje okropne zimno. Po chwili wszystko zniknęło, a ja znów zatopiłem się w ciemności. Po raz kolejny uchyliłem powieki. Znajdowałem się w wannie wypełnionej piękną, różową wodą. Róż podchodzący pod czerwień. Piękne. Zapewne była to woda zmieszana z moją krwią. A właśnie! Zerwałem się i prawie nie poślizgnąłem czując jak przemoknięte ubrania ciągną mnie ku dołowi. W ostatniej chwili oparłem się o krawędź wanny. Spojrzałem na miejsca w których powinienem mieć ślady po żyletce. Zero. Miękka, gładka skóra bez żadnej skazy. Czyli to nie był sen? Wyszedłem z wanny. Przy swojej stopie ujrzałem zbrukane krwią ostrze. Czyli to MUSIAŁO stać się na prawdę... Ale... Jak? Złapałem się za głowę. Za dużo myślenia. Po chwili w uszach zabrzmiały mi słowa demona. Coś jakby wtargnęło do mojego umysłu i sprawiło, że poczułem się spełniony. Zapragnąłem poczuć metaliczny smak krwi. Chwyciłem za żyletkę i po prostu zlizałem z niej ciecz koloru intensywnej czerwieni. Oblizałem usta i uśmiechnąłem się widząc swoje odbicie w kawałku metalu. W tym momencie mógłbym powiedzieć że w pewnym stopniu bałem się samego siebie. Zauważyłem, że mój wygląd uległ zmianie. Mój wzrok spoczął na mojej lustrzanej refleksji. Czarne włosy stały się dłuższe, gęstsze. W hebanowych oczach mogłem dostrzec złote i karminowe przebłyski, a skóra przybrała nienaturalnie blady kolor. Moje rysy stały się bardziej zarysowane dodając mi męskości. Chyba nigdy nie wyglądałem lepiej. Ale... Czy wciąż jestem człowiekiem? Cóż, według mnie nie wyglądam na przeciętną ludzką istotę. Zacząłem bardziej się skupiać na zmianach które zaszły na zewnątrz mojego ciała a także te dotyczące moich zmysłów. Do tej pory, przez moją wadę wzroku zmuszony byłem nosić okulary. Teraz widziałem wszystko bardzo wyraźnie. Skupiłem się na moim słuchu. Słyszałem chrapanie moich lokatorów, od których dzielił mnie pokaźnych rozmiarów salon. Doprawdy zadziwiające. Akurat węchem wolałem się teraz nie zajmować jako że Xiumin oczywiście musiał zatkać kibel... Wyjąłem z wanny korek po to by różowa woda spłynęła do odpływu. Spojrzałem na podłogę. Jutro posprzątam. Zgasiłem światło w łazience i wszedłem do mojego spowitego w mroku pokoju. Mimo ciemności widziałem wszystko niezwykle wyraźnie. Położyłem się na swoje łóżko. Tkwiłem tak około godzinę, ale nawet trochę nie chciało mi się spać, więc resztę nocy spędziłem śledząc wędrówkę księżyca przez niebo.

(Tak, możliwe że zrobię z tego taką horroro-komedię XD)

wtorek, 9 lipca 2013

Z życia wzięte 2

 Lecimy z drugim rozdziałem! ZAPRASZAMY!

Taemin - Pomarańczowy (Yumi - Lee Taemin)
Kai - Zielony (Nami - ja)


Otworzyłem oczy. Spojrzałem na sufit. Chwila. Jestem w domu? Jak się tu znalazłem? Podniosłem się do pozycji półsiedzącej i rozejrzałem. To nie był mój dom. Wszystko wokoło było mi nieznane. Jong In. W co ty się wpakowałeś? Zauważyłem że na szczęście byłem ubrany. No co? W tych czasach na różnych ludzi można trafić.Wstałem. Zacząłem rozglądać się poszukując swojego plecaka, w którym był towar na który wwaliłem tyle kasy... Niestety nie mogłem go nigdzie znaleźć. W pokoju było dwoje drzwi. Zapewne któreś z nich prowadziły do łazienki. Obstawiałem, że te na wprost są wyjściem więc ruszyłem do tych po mojej lewej stronie. Po drodze oczywiście musiałem przywalić nogą w pobliski stolik. Zabolało jak cholera. I to jeszcze dużym palcem. Mimowolnie z moich ust wydobyło się całkiem głośne przekleństwo.

Obudził mnie hałas dochodzący z góry. Czyżby Jong In wstał? Włócząc nogami skierowałem się w stronę swojej sypialni. Otworzyłem drzwi bez pukania. W końcu byłem u siebie. Zauważyłem Kai'a który stał przy drzwiach do łazienki. Oparłem się o futrynę drzwi.
- No cześć. - powiedziałem.
- Taemin? Co ja tu robię i jakim cudem tutaj trafiłem?
- Ogarnij się, a później zejdź na dół do kuchni zrobię śniadanie. - wskazałem palcem drzwi od łazienki. - Jasne?
- Taak.
Uśmiechnąłem się i zlazłem na dół. Zrobiłem dwie pachnące kawy oraz tosty. Usiadłem i cierpliwie czekałem na gościa. Chwilę po tym się zjawił. Usiadł przy stole chwytając ciepły napój i rozkoszując się jego smakiem.
- Jedz. - kiwnąłem głową w stronę talerza z tostami.
- A ty?
- Jadłem już. Jedz i nie gadaj tyle.
Spojrzałem na niego z politowaniem. On chyba nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo niszczy sobie życie tymi narkotykami. Może kiedyś zrozumie, choć wątpię bo nie wygląda na takiego który potrafiłby się zmienić.


Spojrzałem na niego podejrzanie. Jakim cudem jestem u niego w domu? Czemu on jest taki dla mnie miły? I czemu miałem wrażenie że patrzy na mnie jakby było mu mnie żal? Tysiące pytań kłębiło mi się w głowie. I zero odpowiedzi. Zabrałem się do jedzenia. Dopiero teraz zauważyłem że jestem strasznie głodny. Starałem się jeść wolno, ale po prostu nie mogłem. Wręcz pochłonąłem tosty. Wziąłem łyka kawy. Przeszły mnie dreszcze gdy ciepło rozeszło się po moim ciele. Uśmiechnąłem się. Takie cudowne uczucie. Otrząsnąłem się, gdy przypomniałem sobie że nie jestem sam. Dokończyłem kawę. - Powiesz mi teraz o co tu chodzi? - spytałem.


- Wersja skrócona czy książkowa? - spytałem ironicznie.


 - Nie mam ochoty się z tobą drażnić. Chcę po prostu wiedzieć jakim cudem trafiłem do twojego domu. Jak tak sobie przypominam to wczoraj nie byłeś taki wredny - uniosłem kpiąco kącik ust. - Ehh. Co mam powiedzieć? Poszedłeś odebrać dragi. Naćpałeś się i idąc ślepo niechcący zahaczyłeś o jakiegoś dresa, który się zbulwersował. Sprali cię całą szajką i tyle.
- Chwila. Skąd wiesz że poszedłem odebrać dragi? Śledziłeś mnie?


- Nie musiałem. Domyśliłem.się w sali treningowej widząc ślady po ukłuciach. Ślepy nie jestem. - prychnąłem. - Raczej krwi to ty honorowo nie oddajesz.


- Hah. Więc jednak coś tam o mnie wiesz - wystawiłem lekko język


- Tyle co nic. Jestem ciekaw tylko dlaczego niszczysz sobie życie. Przecież to nie ma sensu. Jesteś przystojny i masz ogromny talent, a zachowujesz się jak dziecko z ulicy. Nie rozmawiasz z ludźmi. Zawsze do każdego masz dystans i nigdy się nie zagłębiasz w relacje. Jaki jest tego powód? Wiem, że to nie moja sprawa ale naprawdę chciałbym ci pomóc. Nie mogę patrzeć jak taki talent i potencjał sam się zabija. - powiedziałem bez chwili przerwy.

- Zaufaj mi. Chcę twojego dobra. - wystawiłem w jego kierunku dłoń.

- Nic nie wiesz. Nic nie rozumiesz. Nie możesz mi pomóc. Nikt nie może. Nigdy się nie uwolnię. Nigdy - odwróciłem wzrok wbijając go w kafelki na ścianie kuchni


- Ze wszystkiego da się wyjść. Wiesz czemu próbujè ci pomóc? Sam miałem ciężkie życie. Raz prawie popełniłem samobójstwo..


- Myślisz że chodzi tylko o narkotyki? Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Ale... Dałbyś radę opowiedzieć mi swoją historię? - spytałem niepewnie. Zaciekawił mnie tym zagadnieniem o samobójstwie.

- Pod jednym warunkiem. Ja opowiem ci swoją a ty oświecisz mnie w swojej sprawie. Zgadzasz się?
Przytaknąłem. Patrząc mu w oczy. Skupiłem całą swoją uwagę na słowach starszego

Zacząłem mówić wracając do bolesnych wspomnień.
- Moja mama zmarła przy porodzie, a mnie wychowywał sam ojciec. Wspierał mnie w mojej pasji jaką jest taniec. Twierdził, że powinienem robić w życiu to co lubię. Zawsze uczył mnie, że nigdy nie wolno robić czegokolwiek wbrew własnej woli. Pewnego razu pojechał do pracy i... nie wrócił.. W drodze powrotnej miał wypadek. Miałem wtedy piętnaście lat, a mną zaopiekowała się ciotka. Płakałem wiele dni. Straciłem ojca, którego kochałem ponad życie. Ciotka była dla mnie niemiła i wiecznie miała pretensje. Mówiła, że jestem beznadziejny i do niczego się nie nadaję, więc postanowiłem się zabić. Uważałem, że nikt nie będzie tęsknić. Obudziłem się w szpitalu. Podobno niewiele brakowało, a nie udałoby im się mnie odratować. Czasem żałuję, że mnie uratowali, a te bolesne wspomnienia często mnie prześladują nie dając spać... - odetchnąłem z ulgą mogąc komuś to powiedzieć.

- Jesteś jedyną osobą, której to powiedziałem.. - spuściłem wzrok na kubek znajdujący się w moich dłoniach wyczekując śmiechu Kai'a.

Współczułem mu. Naprawdę bardzo mu współczułem. Wstałem. Podszedłem do niego i położyłem mu rękę na barku lekko go masując. Spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się delikatnie.

- Przepraszam że przeze mnie musiałeś przypominać sobie tak bolesne chwile... - spuściłem głowę. - Zgaduję że jestem ci teraz coś winien
Wziąłem głęboki oddech. Zacząłem streszczać mu swoją historię obserwując jego reakcje.


Słuchałem z niedowierzaniem. Ten chłopak przeżył piekło na ziemi. Wstałem i.. przytuliłem go. Po prostu sam tego potrzebowałem. Czekałem aż mnie odepchnie.


Poczułem jak mnie obejmuje. Początkowo chciałem go odtrącić ale... Tak bardzo brakowało mi czyjegoś ciepła. Poczułem jak po moich policzkach spływają pojedyncze łzy. Przycisnąłem Taemina do siebie niemo wypłakując mu się w ramię.


Odwzajemnił uścisk. Nie mogłem w to uwierzyć. Przycisnąłem głowę do jego ramienia żeby nie zauważył łez wypływających mimowolnie z moich oczu, które były wynikiem jednocześnie bólu i szczęścia. Wiem dziwne.. W tym momencie byłem tak szczęśliwy, że nie myślałem o niczym innym tylko o tym by ta chwila trwała wiecznie. Po chwili Kai się odsunął. Spojrzałem na niego z wyrzutem.


Spuściłem głowę w dół i starłem pospiesznie łzy z policzków. Spojrzałem w oczy Taemina i uśmiechnąłem się lekko.

- Dziękuję, że.. Że mnie wysłuchałeś za to, że się mi zwierzyłeś, za to że mnie do siebie wziąłeś. Za ten uścisk... Za wszystko.

Przyciągnąłem go znów do siebie. Tak bardzo polubiłem tego chłopaka..
- Kai ja też dziękuję. I.. Naprawdę cię bardzo lubię. - ostatnie słowa wyszeptałem wprost do jego ucha.
To strasznie miłe uczucie. Usłyszeć od kogoś, że jest się potrzebnym. Człowiek po tych kilku słowach łapie wiatr w żagle aby dalej przeciwstawiać się złemu losowi i iść na przód, pokonując przeszkody które od zawsze stoją na naszej drodze.
- Kai.. Życie jest jedną wielką grą, a my pionkami. Jednak mamy wpływ na to jak ta gra się potoczy. Pomogę ci. Obiecuję. Będę się starał z całych sił i o każdej porze dnia i nocy jestem do twojej dyspozycji. Możesz mi zaufać. Zmień swój los i nie daj złapać się w pułapkę. NIGDY nie jest za późno na zmianę. 
Zejdź z tej ścieżki i wstąp na właściwą. Narkotyki nie są rozwiązaniem. Zrujnują ci życie. - pogładziłem go po policzku i spojrzałem głęboko w jego oczy.

Słowa Taemina naprawdę dały mi do myślenia. Pierwszy raz w życiu poczułem jakbym miał kogoś, kto nie stoi przeciwko mnie. Poczułem się silniejszy, tak jakby ten chłopak w tym momencie stał się moją podporą. Ostoją, w której chociaż przez chwilę mogłem niczym się nie przejmować i po prostu korzystać z tego momentu. Zlustrowałem jego twarz. Dopiero teraz zauważyłem jak bardzo charakterystyczna była jego uroda. Bez zastanowienia mogłem przyznać, że jest najpiękniejszą osobą jaką kiedykolwiek widziałem. Teraz uderzyły we mnie ostatnie wypowiedziane przez niego słowa.

- Taemin. To nie jest takie łatwe. Z tym nie ma tak, że przestajesz i koniec. Moje ciało już się przyzwyczaiło, bez regularnej dawki brakuje mu tego narkotyku. To boli.

- Wiem. Nie każę ci tego wziąć i rzucić za jednym razem. Bierz tylko w ostateczności i zmniejszaj dawki. Zaufaj mi. Pomogę ci. - spojrzałem na niego ciepło.

- A właśnie. Może to trochę nie na miejscu i dziwnie może zabrzmieć ale Kai...
- Tak?
- Nie chciałbyś się tu wprowadzić? Mieszkanie jest za duże dla mnie samego. Nudzę się bo nie mam nawet z kim porozmawiać. Oczywiście zrozumiem jeśli nie zechcesz.


- Ja... Ja... - przypomniałem sobie o mojej matce. Wahałem się. Nie wiedziałem co zrobić. Zastanowiłem się. Nie. Nie mogłem.

- Przepraszam cię ale nie mogę. Nawet jeśli tyle muszę wycierpieć, to moja matka. Nie mogę jej zostawić samej. Zrozum to.

- Oczywiście, że rozumiem. Pamiętaj, że gdybyś nie miał siły tam zostać przyjdź tutaj. Nie musisz dzwonić, pisać ani nic. Po prostu przyjdź. Te drzwi są zawsze dla Ciebie otwarte. Zobaczysz. Obaj damy radę. Tylko musimy być wobec siebie szczerzy i ufać sobie. Ja ci ufam. A ty mi? - spytałem niepewnie.


- Nie musisz mnie już nawet pytać. Muszę ci przyznać, że jeszcze przed nikim nie otworzyłem się tak szybko. Hah. Czuję się jakbym nagle zyskał starszego brata. - podrapałem się po tyle głowy. - Tak w ogóle to która godzina?


- Dochodzi dziesiąta, a co?


- Mam pytanie... Czy ja... Mógłbym jeszcze trochę zostać? Nie chcę jeszcze wracać...


- Jeszcze pytasz? Zostań ile chcesz. Nawet do wieczora i czuj się tu jak byś był we własnym PRAWDZIWYM domu. - podkreśliłem przedostatnie słowo rzucając w jego stronę szeroki uśmiech.


Uśmiechnąłem się nieśmiało i przygryzłem dolną wargę. Nie chciałem tego przyznać ale zacząłem czuć się w jego towarzystwie skrępowany. Autentycznie w tej chwili bałem się ruszyć by nie popełnić jakiejś gafy. Zacząłem rozglądać się szukając jakiegoś tematu do rozmowy lub czynności którą mógłbym się zająć ale niestety nie wychodziło mi to zbyt dobrze.


Lekko szturchnąłem go w ramię. 

- Idziemy w coś pograć na konsoli? I tak nie mamy lepszego zajęcia. - uśmiechnąłem się.
- Pewnie. - odparł i podążył za mną do salonu. Podłączyłem sprzęt i rzuciłem z kanapy dwie miękkie poduszki na podłogę. Kai chwycił jedną i usiadł wygodnie. Zająłem miejsce obok niego. Przysunąłem się bliżej żeby czuć jego ciepło. Wybraliśmy grę. Oczywiście musiałem przegrać. Cóż. Bywa. Na szczęście później kilka razy mi się udało, ale miałem dziwne wrażenie, że młodszy daje mi fory. Gdy już prawie wygrałem nagle role się obróciły i sam zostałem brutalnie pokonany. Kąciki ust ciemnowłosego lekko się uniosły, a ja spojrzałem na niego z niezadowoleniem.
- Miałeś szczęście i tyle. - burknąłem.
- To co? Rewanż? - zaśmiał się i spojrzał w moją stronę. 

Uśmiechnąłem się do niego szeroko. Nawet jeśli przebywaliśmy ze sobą tylko kilka godzin, już wiedziałem że kocham spędzać z nim czas. Teraz dopiero zacząłem zauważać jak bardzo byliśmy do siebie podobni. Różniło nas tylko to, że ja byłem mniej otwarty w stosunku do innych ludzi, ale czuję, że Taemin może mnie zmienić.

Bez skrępowania mogę przyznać, że nigdy nie widziałem tak pięknego uśmiechu jaki posiadał Kai. Widząc go człowiekowi robi się ciepło na sercu i aż ma się ochotę żeby żyć. Sporo czasu spędziliśmy przy tej konsoli. W końcu zaburczało mi w brzuchu. Włączyłem pauzę.

- Poczekaj chwilę zaraz wrócę.  
Polazłem do kuchni i zrobiłem kilka kanapek oraz kakao. Zaniosłem moje dzieło do pokoju. Jong In spojrzał i znów się uśmiechnął. Mógłbym umrzeć za ten uśmiech. Postawiłem talerz i kubki na stole.
- Pewnie też zgłodniałeś od tej zawziętej walki. - wyszczerzyłem się od ucha do ucha. - Chodź zjemy coś, a później pójdziemy się przejść. Przecież nie możemy siedzieć cały dzień przed konsolą. Chłopak kiwnął twierdząco głową i przysunął się bliżej stołu. Byliśmy strasznie głodni, więc kanapki zniknęły w mgnieniu oka.
- Mam nadzieję, że lubisz kakao.
- Lubię. - odparł i chwycił kubek, upijając łyk. - Jakie pyyyyszneeee.
- Wiesz.. W końcu ja robiłem . - zaśmiałem się.
- Nigdy nie spotkałem skromniejszego człowieka. - uśmiechnięty stuknął mnie w ramię. 
Gdy wstał rozprostować kości spojrzałem na niego z uwielbieniem. Zupełnie zapomniałem, że może dziwnie odebrać to, że tak się na niego gapię. 

Spojrzałem na Taemina. Patrzył na mnie swoimi pięknymi, czekoladowymi oczami. Ciekawe o czym myśli. Podszedłem do niego i lekko nachyliłem się machając mu dłonią przed twarzą,

- Halooo. Ziemia do Tae. - zaśmiałem się.

Potrząsnąłem głową wywalając z niej wszelkie niestosowne myśli związane z Kai'em.

- Haloo.  Tae do ziemi. - odpowiedziałem a ciemnowłosy zaśmiał się ponownie. Spojrzałem znów na niego. Nagle zadzwonił mi telefon. Szybko znalazłem urządzenie i odebrałem.
- Witaj Taemin. Ja nie chciałbym ci przeszkadzać, ale wiesz, że macie dzisiaj próbę za  godzinę? I jak dasz radę to przekaż Kai'owi bo nie mogę się do niego dodzwonić. Do zobaczenia. - manager rozłączył się.
Nie zdążyłem nic powiedzieć, gdyż młodszy odezwał się pierwszy.
- Słyszałem.  
- Jak śmiesz podsłuchiwać?! - starałem się udawać naburmuszoną panienkę.
- Ohh.. Wybacz najdroższy. - Kai zwijał się ze śmiechu.
- Znajże mą dobroć! Twe winy zostają ci odpuszczone, lecz kara cię nie ominie. - chwyciłem poduszkę i rzuciłem nią w niego. Złapał ją w locie i ruszył w moją stronę. Nie miałem więcej pocisków, więc zacząłem się wycofywać. Zamiast uderzyć mnie poduszką, przyszpilił mnie do ziemi. Jego ciepły oddech owionął moją szyję wywołując u mnie dreszcze i gęsią skórkę,  

- I co teraz? - spytałem z chytrym uśmieszkiem przypatrując się starszemu. Powoli przyglądałem się każdemu elementowi jego twarzy. Zawiesiłem wzrok na jego pełnych, malinowych ustach. Potem podniosłem go na jego oczy. Nie mogąc się powstrzymać obniżyłem głowę. Znowu spojrzałem w jego oczy. Skrzywiłem się i lekko musnąłem jego szyję wargami. Nagle doszło do mnie co zrobiłem. Szybko wstałem i zacząłem najnormalniej w świecie panikować. 

- E-e-eeeemmm... To ja pójdę wziąć prysznic. - uciekłem do łazienki.

Szeroko otworzyłem oczy nie wierząc w to co zrobił. Dotknąłem mojej skóry tam gdzie jego usta ją musnęły. To miejsce paliło. To było takie niezwykłe i... tak jakby poczułem chęć pocałowania go. Co ze mną nie tak? Czyżbym jednak czuł do niego coś więcej niż zwykłą przyjaźń? Czy to w ogóle możliwe po tak krótkim czasie znajomości? Miliony pytań kłębiły się w mojej głowie i ani jeden odpowiedzi... Podniosłem się z podłogi i ruszyłem na górę gdzie znajdowała się łazienka. Nie słyszałem lejącej się wody, więc zapukałem, a nie  słysząc sprzeciwu wszedłem tam. Moim oczom ukazał się Kai siedzący na podłodze pod ścianą, trzymający się za głowę. Podszedłem do niego i objąłem ramieniem.

- Co jest? - spytałem troskliwie. 
- Przepraszam cię,  ja nie wiem co mnie opętało.
- Ale za co? Nie zrobiłeś przecież nic złego. - uniosłem jego głowę za podbródek uśmiechając się szczerze do niego. - Chodź, trzeba się zbierać do wytwórni. - złapałem go za rękę i podniosłem. 


 Posłusznie wstałem jednocześnie oswabadzając swoją dłoń z uścisku rudzielca. Nie mogę się w nim zakochać. Wiedziałem że nie mogę. Przynajmniej tak sobie wmawiałem. Tae spojrzał na mnie zdziwiony.

- Gdzie jest mój plecak? - spytałem tak po prostu.
- W przedpokoju. Weźmiesz go po drodze jak będziemy wychodzić. - odpowiedział wciąż śledząc każdy mój ruch
- Aha... Dzięki, ale zapomniałem że mam coś jeszcze do zrobienia. Pójdę pierwszy. Jeszcze raz dzięki za wszystko. - czułem, że muszę wyjść. On za bardzo mnie do siebie przyciągał. Musiałem dać sobie odetchnąć. Wyminąłem go kierując się do przedpokoju.

Stanąłem mu w drzwiach zagradzając drogę.
- Nie wypuszczę cię. Nie wypuszczę dopóki mi nie powiesz co to było.
- Ale co?
- To na podłodze w salonie. Nie widzisz jak mi przez ciebie gorąco? - spytałem.


Spojrzałem na niego. Powtórzyłem sobie w myślach jego słowa. Chwilka. Gorąco mu przeze mnie? JONG IN STOP. Nie możesz myśleć o takich rzeczach. Zacząłem walczyć sam ze sobą. Zagryzłem dolną wargę zastanawiając się co mu odpowiedzieć.

- A jak myślisz? Bo według mnie to był pocałunek... - powiedziałem niepewnie. Chciałem wyminąć go i wyjść z pomieszczenia ale zablokował mi drogę ręką.

- To muśnięcie wziąłeś za pocałunek? - zbliżyłem się do niego. Złapałem go w talii i przyciągnąłem do siebie. Wplotłem dłoń w jego włosy, a drugą obejmując go w pasie po czym delikatnie pocałowałem jego usta czekając na reakcję. Pocałowałem go nieco bardziej chciwie. Odwzajemnił pocałunek.
- A to czym dla ciebie było? - spytałem odrywając się od niego.


Moje oczy automatycznie zaszły mgłą. Oblizałem usta. Musiałem przyznać. Chciałem więcej. Pragnąłem znowu poczuć smak jego warg. Zamiast odpowiedzi tym razem ja przyciągnąłem go do siebie. Ale mój pocałunek był bardziej brutalny. Próbowałem jak najtrwalej pozostawić na jego wargach swój ślad. Ten chłopak stał się w moich oczach naprawdę niebezpieczny.


Myślał, że tylko on tego chce? Rozsunąłem jego wargi swoim językiem, pieszcząc jego usta od środka. Po chwili jego język również się dołączył do zabawy. Wsunąłem ręce pod jego koszulkę. Był strasznie gorący. Przejechałem paznokciami po jego plecach a on jęknął cicho w moje usta. Gdy zaczął dobierać się do mojej koszulki nagle zadzwonił telefon.
- ALBO ZA PIĘTNAŚCIE MINUT BĘDZIECIE W WYTWÓRNI ALBO OBU WAS WYLEJĘ! - darł się manager. Szybko zabraliśmy potrzebne rzeczy i wkurzeni z powodu takiego obrotu sytuacji ruszyliśmy biegiem do budynku SM.